Patologia systemu

naczelnySportowa część sezonu żużlowego już dawno za nami ale mylił się ten, kto uważał, że do wiosny nastanie emocjonalna pauza. Zapowiadane zmiany w żużlowych władzach rozpaliły namiętności.

 

Wynurzenie sędziego dotykające kwestii fundamentalnej jaką jest sędziowska niezależność wywołało medialną burzę. Nie dziwię się, bo słowo niezależność od wielu lat budzi w naszym kraju spore emocje. Nie inaczej jest w sporcie. Oglądając rywalizację sportową chcemy mieć pewność, że odbywa się ona na czystych zasadach. Niezależność jest też synonimem bezstronności i obiektywności. Jeżeli tych cech brakuje nie ma mowy o uczciwej rywalizacji.

Zacznijmy od tego, że sędzia podczas zawodów powinien kierować się wyłącznie zapisami regulaminowymi. To jest jego kompetencja. W regulaminie opisane są procedury jakie sędzia powinien wykonać podczas pełnienia swojej funkcji na stadionie. Każde nieregulaminowe postępowanie budzi uzasadnione obawy, że sędzia nie zna przepisów albo uległ naciskom. Nie można wykluczać obu tych ewentualności ale myślę, że sędziowie znają regulamin a jeżeli już potrzebują się nim wspomóc to w obecnych, cyfrowych czasach mogą to uczynić w każdej chwili. Pozostaje więc uległość wobec oczekiwań osób trzecich.

Czystość reguł gry polega też na tym, że w łańcuszku osób decyzyjnych każda z nich ma swój zakres odpowiedzialności. Zarządzający rozgrywkami tworzą regulamin ale to sędzia jest od jego egzekwowania w praktyce. Zawody są, bowiem niczym innym jak realizacją poszczególnych regulaminowych kroków począwszy od czasu przed zawodami, samych zawodów jak i po ich zakończeniu. Jeżeli sędzia ma wątpliwości jak zostanie odebrana przez przełożonych jego decyzja którą przewiduje w danej sytuacji regulamin to mamy do czynienia z fasadą niezależności (Walkower czy 26:28?). Jeżeli sędzia nie potrafi podejmować samodzielnie decyzji, które wynikają z regulaminu to nie nadaje się do pełnienia tej funkcji a jeżeli regulamin jest niedoskonały to trzeba go poprawiać i koło się zamyka.

Sędziowie i nie tylko oni funkcjonują w określonym systemie zarządzania, dlatego niezależność sędziowska nie może być postrzegana li tylko przez pryzmat samych biegów, gdzie to sędzia decyduje kiedy dać sygnał do jego rozpoczęcia czy przerwania. To infantylne myślenie. Niezależność to pojęcie o znacznie szerszym znaczeniu.

Aby się o tym przekonać wystarczy prześledzić np. komunikaty związane z obsadami funkcji sędziów, komisarzy toru, komisarzy technicznych, osób funkcyjnych czy weryfikatorów torów. Łatwo jest w nich dostrzec, że są osoby częściej i rzadziej obsadzane co nie tylko może w oczywisty sposób kształtować ich poczucie niezależności ale także mieć bardziej przyziemy wymiar finansowy. Z tego co mi wiadomo nie ma tutaj żadnego klucza a tylko czyjeś widzimisię. W 2017 roku odchodzący a wcześniej odsunięty od sprawowania swojej funkcji sędzia publicznie skrytykował między innymi takie właśnie praktyki.

Podobnie jest z niektórymi interpretacjami regulaminu, które jak opisywałem odbiegały niekiedy od faktycznych zapisów (U sędziów coraz weselej). To powoduje, że oprócz stosowania regulaminu sędziowie mogą próbować antycypować co na ich miejscu zrobiliby ich przełożeni. W programach telewizyjnych taką właśnie narrację mogliśmy słyszeć przy omawianiu tzw kontrowersyjnych sytuacji. Nie ma czytelniejszego przejawu braku niezależności.

Zaskakującego powodu do zastanowienia nad kwestią ich niezależności dorzucili niedawno też sami sędziowie.

Brak niezależności to nie tylko uległość wobec innych osób. W ostatnim felietonie „Łubu dubu, łubu dubu” nie tyle skrytykowałem co wyśmiałem pismo sędziów żużlowych do Prezesa PZM wychwalające przymioty ich szefa. Moim zdaniem oprócz śmiechu i szyderstwa ten tekst na nic innego nie zasługuje. To klasyczny przejaw serwilizmu.

W środowisku żużlowym wytworzyła się swoistego rodzaju atmosfera. Oprócz wyżej opisanych zjawisk mamy wszechobecny oportunizm. W związku z różnymi sytuacjami kontaktowałem się z osobami mogącymi pomóc mi w ich opisaniu czy wyjaśnieniu. Efekt był zawsze taki sam (Żużlowy backstage). Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że poza innymi uwarunkowaniami istnieje też pewien zapis zawarty w Przepisach Dyscyplinarnych Sportu Żużlowego skutecznie zniechęcający do jakichkolwiek „kontrowersyjnych” wypowiedzi.

Art. 316. pkt 46

za publiczną wypowiedź działacza klubu albo osoby powiązanej lub działania tych osób mogące naruszyć bądź narazić na utratę dobrego wizerunku bądź imienia, poniżyć lub znieważyć PZM, GSKŻ, SE, klub, osoby urzędowe i funkcyjne, członków władz PZM, GKSŻ, SE, klubów bądź ich przedstawicieli albo pracowników, zawodników, menedżerów, trenerów, mechaników lub na-razić je na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania powierzonej funkcji lub działalności (np. krytyczne lub obraźliwe wypowiedzi w ramach wywiadów prasowych, radiowych, telewizyjnych, konferencji prasowych, itp.):

- kara pieniężna od 1000 zł do 20000 zł,

Wobec faktu, że nawet krytyka może być karana wygodniej jest więc milczeć niż narażać się na bliżej niedookreślone konsekwencje finansowe, które też mogą przecież wynikać z czyjegoś widzimisię. Konkludując ciśnie mi się z powyższego tekstu refleksja, że krytycznie potrafią opisywać rzeczywistość tylko sędziowie, którzy deklarują czy wręcz wiedzą, że kończą swoje kariery. To więcej mówi niż jakikolwiek komentarz. Dobry wizerunek tak często przywoływany przez żużlowych włodarzy na pewno na tym nie zyskuje.

 

 

Tadeusz Malinowski's Avatar

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o sporcie żużlowym. Swoje zdanie na żużlowe tematy artykułuję w felietonach "Okiem Naczelnego".

Okiem naczelnego

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!

SPEEDWAY.info autograf