W piątkowy wieczór 6 czerwca obejrzałem mecz żużlowy. Bez satysfakcji, choć nie brakowało emocji ale tych niechcianych, negatywnych. Spotkanie odbywało się w Częstochowie co daje do myślenia, bo fakt, że nie doszło w jego trakcie do tragedii zakrawa na cud. Namawiam do obejrzenia nagrania telewizyjnego z tego meczu, bo to co się działo trudno opisać słowami.
Art. 26. REGULAMINU ZAWODÓW MOTOCYKLOWYCH NA TORACH ŻUŻLOWYCH
1. Wszystkie osoby urzędowe i funkcyjne zawodów muszą mieć odpowiednie kwalifikacje.
Zawody rozpoczęły się po ustaniu gwałtownych opadów. Tor przyjął sporą dawkę wody ale nic z nim nie zrobiono uznając zapewne, że wcześniej był twardy a ingerencja ciężkim sprzętem może tylko pogorszyć jego stan. Znamy takie praktyki. Można się z nimi zgodzić choć znam opinię, że można było spróbować dosypać suchej nawierzchni, jaką każdy klub powinien mieć przygotowaną na taką ewentualność. Podjęto decyzję o nicnierobieniu. Zanim rozpoczęto zawody musiano jednak stwierdzić, iż tor jest regulaminowy.
Próba toru nie ujawniła specjalnych zagrożeń poza może tym, że jazda odbywała się na wąskim pasie toru. Jak mawiają zawodnicy jedną ścieżką. To też znamy. Na pogodę nic nie poradzimy. Zawody ruszyły.
Po kilku biegach potwierdziły się obawy z próby toru. Rywalizacji nie było. Była za to jazda gęsiego i czyhanie na błąd rywala. To też znany nam obrazek. Tak czasami bywa na torze, który „przygotowuje” pogoda. Po kilku biegach stało się jednak coś jeszcze. Odsypana nawierzchnia spowodowała, że duża część obu wiraży nie nadawała się do jazdy po nich.
Regulamin Torów dla Zawodów Motocyklowych na Żużlu
7. Tor musi być tak przygotowany do zawodów, a następnie utrzymywany przed i w trakcie zawodów w taki sposób, aby jego nawierzchnia zapewniała podczas wszystkich biegów meczu płynną jazdę i możliwość wyprzedzania na całej długości i szerokości toru.
Nawierzchnia od środka toru w kierunku bandy na łukach nie pozwalała na regulaminowo zapisaną płynną jazdę. O możliwości wyprzedzania nie wspominając. Motocykle w tych miejscach traciły sterowność. Kto tam wjeżdżał upadał albo w najlepszym przypadku bronił się przed upadkiem. A upadali juniorzy i seniorzy. Łaguta, Woryna czy Janowski mogą mówić o wielkim, jasnogórskim szczęściu. O upadku kapitana Sparty, którego staranował miejscowy zawodnik, w pomeczowym wywiadzie Daniel Bewley powiedział, że mógł się on zakończyć nawet śmiercią. Leżał też Piotr Pawlicki.
Podczas trwania zawodów nic nie zrobiono z torem choć po kilku już biegach było widać, że wymknął się on już spod regulaminowych wymogów tzn nie pozwalał na płynną jazdę i możliwość wyprzedzania na całej długości i szerokości toru. Sędzia mimo regulaminowego nakazu nie reagował i mecz dalej prowadził z szeroko zamkniętymi oczami. W pamięci zapada też sytuacja w której komisarz toru wdał się w prowokacyjnie wyglądającą dyskusję z Maciejem Janowskim zaraz po jego makabrycznie wyglądającym upadku. Czy tak wyglądają standardy i odpowiednie kwalifikacje osób urzędowych i funkcyjnych?
Apeluję do władz polskiego żużla o ratowanie prestiżu dyscypliny i wyciągnięcie daleko idących wniosków wobec osób w tak ordynarny sposób go depczących. I nie mam na myśli li tylko osób odpowiedzialnych za przebieg częstochowskiego meczu ale także tych, którzy na takie praktyki przymykają oczy. To nie jest żużel. Cel jakim jest rozegranie meczu nie musi uświęcać środków a regulaminy nie są papierem toaletowym. Jeszcze w to wierzę.
Znając realia śmiem jednak twierdzić, że jedynymi winnymi okażą się o zgrozo sami żużlowcy. Taki też jest polski żużel. Niestety. Najlepszy na świecie.






