Emocjonalny bełkot

naczelnyPo meczu w Częstochowie, na gorąco opublikowałem felieton „Oczy szeroko zamknięte”,  w którym dokonałem szybkiej oceny pracy osób odpowiedzialnych za rozegranie meczu. Zrobiłem to w oparciu o regulamin. Przywołałem jego punkty. Po kilku dniach ze zdumieniem zauważam, że w opiniach jakie do mnie dotarły nikt z komentatorów, „ekspertów” i ludzi odpowiedzialnych za żużel i jego organizację nie odnosi się do regulaminowych zapisów wskazujących jak powinien być przygotowany tor.


To powtórzę: 

Regulamin Torów dla Zawodów Motocyklowych na Żużlu (załącznik A)

7. Tor musi być tak przygotowany do zawodów, a następnie utrzymywany przed i w trakcie zawodów w taki sposób, aby jego nawierzchnia zapewniała podczas wszystkich biegów meczu płynną jazdę i możliwość wyprzedzania na całej długości i szerokości toru. 

Dlaczego zamiast merytorycznych ocen opartych na regulaminowych przepisach szef sędziów wraz z prezesem Ekstraligi Żużlowej serwują nam emocjonalnie nacechowane komentarze oparte o swoje widzimisię? Inaczej tego nazwać nie potrafię. Tego typu wynurzenia mnie nie interesują. Nic się z nich nie dowiedziałem oprócz tego, że wszyscy są winni oprócz… sędziego i komisarza toru. No to zadam proste pytanie: po co jest regulamin i przywołany wyżej punkt 7? 

W Częstochowie po kilku biegach nawierzchnia toru nie zapewniała płynnej jazdy i możliwości wyprzedzania na całej długości i szerokości toru. Nie da się tego faktu przeinaczyć. Mimo to nie podjęto żadnych prac mających na celu przywrócenie regulaminowego wymogu. Jeżeli było to niemożliwe to znaczy, że mecz należało przerwać ze względu na nieregulaminowy tor. Mimo, że czytanie ze zrozumieniem nie sprawia mi jeszcze problemu pokazałem zaprzyjaźnionemu kierowcy (niezwiązanemu z żużlem) ten punkt regulaminu i zilustrowałem go nie upadkami Kowalskiego, Łaguty czy Woryny ale biegiem z udziałem Pawlickiego. Po wjeździe w feralną część wirażu Pawlicki stracił panowanie nad motocyklem i upadł. Nie sposób chyba twierdzić, że ten zawodnik ma problemy z techniką jazdy. Nie było też w tej sytuacji walki z przeciwnikiem. „Mój” ekspert nie miał wątpliwości. Płynna jazda w tej części toru, na tej nawierzchni była po prostu niemożliwa. Na tej podstawie rozumiem wypowiedzi decydentów, bo cóż można w tej sytuacji powiedzieć. Najlepszą obroną jest przecież atak. Dziwi mnie tylko, że do tego chórku dołączyło tak wielu „ekspertów”. Niektóre opinie zahaczają o poziom piwnej biesiady. 

Regulamin Torów dla Zawodów Motocyklowych na Żużlu skrywa jeszcze inne ciekawe zapisy jak np. to, żeby dbać o atrakcyjność widowiska i eliminować powstawanie tzw jednej ścieżki ścigania. To, że kwestie regulaminowe podlegają delikatnie pisząc swoistej interpretacji przyzwyczailiśmy się przez lata. Wielokrotnie o tym pisałem. Sęk w tym, że prawo interpretacji nie przysługuje każdemu i jak szef sędziów onegdaj w mediach powiedział: Sędzia nie jest od interpretacji regulaminu, ale od tego, by go stosować. Jeżeli zatem przestrzeganie prostych w swojej istocie zapisów jest tak trudne to po co tkwimy w tak skonstruowanych regulaminowych okowach?

W tym miejscu trzeba dodać, że regulaminy nie zostały dane polskiemu żużlowi na górze Synaj. To ludzie je „wymyślili”. Jest jednak wyjście z tej sytuacji. Wystarczy skasować zapisy regulaminu, które są martwe i nie można ich dotrzymać lub… zmienić tych co je lekceważą.

P. S. W felietonie „Oczy szeroko zamknięte” zawarłem apel do władz polskiego żużla. Teraz mam wrażenie, że to chyba chybiony adresat.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!