Srebro na 75-lecie klubu – wspomnienie sezonu 2022 w wykonaniu Moje Bermudy Stali Gorzów (cz. 3)

GorzowDziałacze gorzowskiej Stali chcieli uświęcić jubileusz 75-lecia klubu spektakularnym sukcesem jakim z pewnością byłby awans do wielkiego finału PGE Ekstraligi, jeżeli nie tytuł mistrzowski. Zawodnicy w żółto-niebieskich kevlarach spełnili te oczekiwania i niewiele brakowało do wywalczenia złotych medali. Niestety, od połowy sezonu wszystko odbywało się w atmosferze „rozwodu” z najlepszym zawodnikiem globu Bartoszem Zmarzlikiem.

Fazę play off gorzowianie rozpoczęli wyjazdowym spotkaniem w Toruniu. Moje Bermudy Stal stawiła się na Motoarenie bardzo mocno osłabiona bez dwóch swoich kontuzjowanych liderów i podstawowego juniora. O ile absencja Martina Vaculika była zaplanowana i za Słowaka stosowano zastępstwo zawodnika, o tyle uraz Andersa Thomsena spadł na gorzowian niczym grom z jasnego nieba. Duńczyk dzień wcześniej złamał nogę podczas Grand Prix Challenge w Glasgow. Jeśli do tego dodamy brak Oskara Palucha, to mamy pełny obraz osłabienia żółto-niebieskich. Pomimo tego goście walczyli jak lwy i z Torunia wywieźli świetny wynik w kontekście pojedynku rewanżowego. Mecz był niezwykle zacięty. „Anioły” najwyższe prowadzenie różnicą 6 punktów osiągnęły po 7. gonitwie (24:18), ale riposta przyjezdnych była natychmiastowa. Po 14. gonitwie, podobnie jak w rundzie zasadniczej, na tablicy wyników pojawił się rezultat remisowy 42:42 i o wszystkim miała zadecydować ostatnia odsłona dnia. W niej Patryk Dudek pokonał Bartosza Zmarzlika i torunianie wygrali tę odsłonę 4:2, a całe spotkanie 46:44. Najwięcej punktów dla przyjezdnych wywalczyli: Bartosz Zmarzlik 19 (7), Patrick Hansen 9 (6) i Szymon Woźniak 8+1 (6).

Tydzień później gorzowianie przystąpili do pojedynku rewanżowego z For Nature Solutions Apatorem Toruń osłabieni brakiem kontuzjowanego Andersa Thomsena, za którego stosowane było zastępstwo zawodnika. Do składu powrócili natomiast rekonwalescenci Martin Vaculik i Oskar Paluch, którzy zanotowali znakomite występy. Początek spotkania należał do gospodarzy. Po dwóch podwójnych zwycięstwach w wyścigach 1. i 3. Stalowcy objęli ośmiopunktowe prowadzenie i później kontrolowali przebieg wydarzeń na torze. Kontrola ta była możliwa dzięki doskonałej postawie dwóch liderów: Bartosza Zmarzlika i Martina Vaculika. Goście część strat odrobili w środkowej fazie meczu po dwóch zwycięstwach 4.2. Wówczas przewaga miejscowych stopniała do czterech „oczek” 29:25. Jednak druga część pojedynku ponownie rozgrywana była pod dyktando gospodarzy, którzy stopniowo powiększali przewagę i po 14. odsłonie dnia mieli zapewnione zwycięstwo oraz awans do najlepszej czwórki PGE Ekstraligi. Ostatecznie Moje Bermudy Stal Gorzów wygrała 51:39. W gorzowskim teamie było dwóch liderów z prawdziwego zdarzenia: Bartosz Zmarzlik (18 (6)) i Martin Vaculik (15+2 (6)). We dwójkę wywalczyli aż 33 punkty i w sumie stracili tylko jedno „oczko”. Znakomity początek meczu zanotował także Oskar Paluch (6 (3)), który wygrał dwa swoje pierwsze wyścigi.

Pięć dni później, 2 września, do Gorzowa przyjechała ekipa zielona-energia.com Włókniarza Częstochowa. Kibice gospodarzy zasiadający w piątkowy wieczór na trybunach stadionu im. Edwarda Jancarza przecierali oczy ze zdumienia. Po niedzielnym, prawie perfekcyjnym pojedynku z FNS Apatorem w wykonaniu miejscowych, tym razem zawodnicy Stali błądzili na torze niczym dzieci we mgle. Żółto-niebiescy notorycznie spóźniali starty, a częstochowskie „Lwy” robiły co chciały pod „taśmą” i na dojeździe do pierwszego wirażu, zwłaszcza w początkowej i środkowej fazie rywalizacji. Gorzowianie prowadzili tylko raz, 10:8 po trzeciej odsłonie dnia. Później kontrolę nad meczem przejęli przyjezdni, którzy po 10. biegu wypracowali ośmiopunktową przewagę. Gospodarze straty zaczęli odrabiać dopiero od 12. wyścigu wygranego 4:2, ale za sprawą upadku Mateusza Świdnickiego na wyjeździe z ostatniego wirażu. Taki sam wynik powtórzyli Bartosz Zmarzlik oraz Szymon Woźniak w kolejnej odsłonie i dzięki temu miejscowi zmniejszyli straty do czterech „oczek” przed wyścigami nominowanymi, ale nie mogli już skorzystać z rezerwy taktycznej. Decydującym dla losów pojedynku okazał się ostatni bieg, który gospodarze wygrali podwójnie. Ze startu wystrzelił Szymon Woźniak, a na przeciwległej prostej do wychowanka Polonii Bydgoszcz dołączył Zmarzlik i obaj pojechali po pięć punktów dających ostatecznie remis 45:45. W ekipie miejscowych całkowicie zawiodło zastępstwo zawodnika, z którego Stalowcy wywalczyli zaledwie trzy jedynki. W ekipie gospodarzy na przyzwoitym poziomie pojechało tylko trzech liderów: Woźniak (15+1 (7)), Zmarzlik (13+1 (6)) i Vaculik (12 (6)). Pozostali czterej zawodnicy całkowicie zawiedli i wywalczyli w sumie tylko 5 „oczek” i jeden bonus.

Do rewanżu pod Jasną Górą doszło zaledwie po dwóch dobach. Przed spotkaniem wydawało się, że losy dwumeczu są już rozstrzygnięte, tymczasem żółto-niebiescy przeszli samych siebie. To był po prostu majstersztyk w wykonaniu gorzowian. Gospodarze prowadzili tylko w pierwszej serii startów po podwójnym zwycięstwie biało-zielonych w wyścigu juniorów. Później stopniowo do głosu dochodzili goście i wydaje się, że mecz był pod ich kontrolą. Przełomowymi momentami dla losów pojedynku były wyścigi 5., 6. i 8., po których Stalowcy z czteropunktowej straty wyszli na sześciopunktowe prowadzenie oraz gonitwy 13. i 15. wygrane podwójnie przez najsilniejszy duet gości Bartosz Zmarzlik – Martin Vaculik. Zwycięstwo 5:1 wspomnianej pary w 13. wyścigu sprawiło, że Moje Bermudy Stal prowadziła przed biegami nominowanymi 41:37. Zwycięstwo „Lwów” 4:2 w przedostatniej odsłonie na niewiele się zdało, ponieważ za chwilę Zmarzlik i Vaculik po wygranym starcie i mistrzowskim rozegraniu pierwszego łuku nie pozostawili gospodarzom złudzeń. Podwójne zwycięstwo gości w ostatnim biegu sprawiło, że gorzowianie wygrali całe spotkanie 48:42 i to oni awansowali do wielkiego finału PGE Ekstraligi. Najwięcej punktów dla przyjezdnych wywalczyli znakomicie dysponowani liderzy Stali: Bartosz Zmarzlik (17+1), Martin Vaculik (14+2) i Szymon Woźniak (10). Z bardzo dobrej strony pokazał się także Patrick Hansen, który tym razem zdobył 6+1 pkt. Wszyscy wymienieni zawodnicy pojawili sześciokrotnie na torze.

W niedzielę 11 września w pierwszym meczu finałowym PGE Ekstraligi gorzowianie podejmowali faworyta rozgrywek Motor Lublin. Spotkanie można było podzielić na trzy fazy. Pierwszą lepiej rozegrali gospodarze, którzy po 3. wyścigu prowadzili 11:7. Środkowa część zawodów należała zdecydowanie do gości. W drugiej serii startów odnieśli oni dwa podwójne zwycięstwa i po nich „Koziołki” objęły prowadzenie 23:19. To wszystko na co było stać przyjezdnych w ten wrześniowy wieczór. Od 10. biegu kontrolę nad meczem przejęli gospodarze, którzy zaczęli ponownie wygrywać starty i w sześciu ostatnich odsłonach odnieśli cztery podwójne zwycięstwa. Po wspomnianym wyżej 10. biegu żółto-niebiescy wyrównali wynik spotkania, a następnie powiększyli przewagę do 12 punktów i wygrali całe spotkanie 51:39, co było bardzo dużą zaliczką w perspektywie rewanżu. Miejscowa drużyna tym razem była bardziej wyrównana. Nie zawiedli liderzy, którzy zapisali na swoich kontach odpowiednio: Bartosz Zmarzlik (16+1 (6)), Martin Vaculik (14+2 (6)) i Szymon Woźniak (11+2 (6)). Bardzo cenne punkty wywalczyli także Patrick Hansen ((6+1 (6)) oraz juniorzy (4+1).

Dwa tygodnie później doszło do rewanżu w Lublinie. Początkowo gorzowianie z powodzeniem realizowali założenia taktyczne polegające na obronie 12-punktowej zaliczki z pierwszego spotkania. Po 5. biegu przegrywali tylko 14:16 i nie byli gorsi w wyścigu juniorów. W drużynie przyjezdnej nerwowo zrobiło się dopiero po dwóch kolejnych odsłonach wygranych podwójnie przez gospodarzy. Po nich Motor prowadził już 26:16. Gwoździem do trumny dla Stali była 10. gonitwa, w której przez prawie cztery okrążenia na prowadzeniu jechał Martin Vaculik. Słowak jednak na wyjściu z ostatniego wirażu zanotował defekt motocykla i z 3:3 zrobiło się 5:1 dla Motoru. W tym momencie wynik 36:24 oznaczał, że gospodarze odrobili straty z pierwszej finałowej potyczki. O tytule dla lublinian zadecydował przedostatni wyścig również wygrany podwójnie, po którym przewaga miejscowych wzrosła do 16 „oczek”. Remis w ostatniej odsłonie sprawił, że ostatecznie Motor Lublin pokonał Moje Bermudy Stal Gorzów 53:37 i po raz pierwszy w historii wywalczył tytuł Mistrza Polski. Najwięcej punktów dla gości zdobyli Bartosz Zmarzlik (19) i Martin Vaculik (10). Obaj w siedmiu startach. Zawiedli Szymon Woźniak i Patrick Hansen.

Działacze gorzowskiej Stali chcieli uświęcić jubileusz 75-lecia klubu spektakularnym sukcesem jakim z pewnością byłby awans do wielkiego finału PGE Ekstraligi, jeżeli nie tytuł mistrzowski. Przeszkodą na drodze do realizacji tego celu mogły być lub też były liczne kontuzje w gorzowskim teamie. Nie wiadomo jak zakończyłby się finałowy dwumecz z Motorem Lublin, gdyby do końca sezonu mógł startować kontuzjowany wcześniej Anders Thomsen. Zawodnicy w żółto-niebieskich kevlarach ostatecznie spełnili oczekiwania działaczy i kibiców, a do wielkiej euforii zabrakło niewiele, również szczęścia. Srebrne krążki przedłużyły medalową passę Stali Gorzów. Był to dziewiąty medal w rozgrywkach ligowych wywalczony od 2011 roku! Szkoda, że od połowy sezonu wszystko odbywało się w atmosferze „rozwodu” z najlepszym zawodnikiem globu Bartoszem Zmarzlikiem.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!