Potyczki z naturą: letni skwar

logo-moim-zdaniemPierwsze dni sierpnia. Pełnia lata i wakacji. O ile wczasowicze, wypoczywający gdzieś nad chłodnym morzem lub jeziorem czują się jak w siódmym niebie, o tyle żużlowcy nie mają zbyt szczęśliwych min, bowiem rozegranie meczu w temperaturze +30 stopni nie należy do najłatwiejszych zadań.

 

 

Niedzielny poranek. Budzą Cię promyki słońca, wpadające przez uchylone okno. Przecierasz leniwie oczy. Brzmi jak w filmie, jednak wraz z cudownymi promykami, wdziera się ciepło.  Godzina 8:00 rano a już 26 stopni. To będzie długi dzień. 

Nie chce się wyściubiać nosa z chłodnego domu, gdzie klimatyzacja lub elektryczne wiatraki odwalają kawał dobrej roboty, utrzymując temperaturę w granicach 22 stopni, a żaluzje zaciemniają pokój.  Można by tak siedzieć i siedzieć. Niestety nie każdy może pozwolić sobie na ten luksus.  Niedziela to dzień potyczek w polskiej ekstralidze; dla żużlowca dzień pracy.  Mecz rozpocznie się o 16:30 ( dla niektórych o 19:00; szczęściarze, choć w takich temperaturach nawet w godzinach wieczornych słońce nie odpuszcza), ale na stadionie i tak trzeba być co najmniej dwie godziny wcześniej- sprawdzić motocykle, przejść się po torze, z resztą skąpanym w pełnym słońcu. Żar leje się z nieba.  Pół godziny do rozpoczęcia spotkania.  Pora „wbić się”  się w mundurek. Kevlar do najlżejszych i najbardziej przewiewnych nie należy, każda minuta, w której można go zdjąć, choćby do połowy jest na wagę złota. Wiadra z zimną wodą czekają w pogotowiu ;)  

Wybiła godzina zero. Pora  wsiąść na motor i objechać spotkanie. Bieg po biegu. Po czwartym przerwa. Na tor wyjeżdża polewaczka,  w takie dni nie sposób się bez niej obejść.  I ta nadzieja, że może uda się  poczuć na sobie chłodną  mgiełkę wodnej kurtyny.  Mecz jak każdy mecz,  na pełnych obrotach.  Każdy chce dać z siebie wszystko, by wygrać. Silniki rozpalone do czerwoności, organizm również.  Napoje, wiatraczki, ucieczka pod zadaszone miejsca. Każdy sposób jest dobry, by ukryć się przed gorączką. W końcu trzeba być w formie, a skwar  z pewnością utrudnia to zadanie.  

Mecz kończy się po dobrych dwóch godzinach. Dla jednych wygraną, dla drugich przegraną. Jedno jest pewne, można  odetchnąć. Wyłączyć maszyny, ,,wskoczyć” w krótkie spodenki, poczuć chłód wieczora. Pewnie nie na długo, jutro też jest dzień i, w większości przypadków, również pełen  żużlowych emocji, a słońce odpuszczać nie zamierza, więc  Panowie bądźcie twardzi i nie dajcie się upałowi. Powodzenia.

Aleksandra Jankowska