"Pokażmy, że żużel w Pile jest potrzebny"

DSC05794Mecz pomiędzy Eurofinannce Polonia Piła a Power Duck Iveston PSŻ Poznań został zakończony po 6 biegach walkowerem dla gości. Zawodnicy chcieli kontynuować walkę, sędzia powiedział jednak stanowcze nie.

 Czarne chmury wiszą nad klubem Polonii Piła. Nie zdążyliśmy zapomnieć o feralnym Finale Złotego Kasku, gdzie zawodnicy odmówili jazdy z powodu według nich, niezdatnego do jazdy toru. W momencie, kiedy komisarz wraz z sędzią uznali ten tor za regulaminowy. Niesmak po tych zdarzeniach ciągnie się po dziś dzień. Zarząd jednak szybko się zmobilizował, zakasał rękawy i w przeciągu 3 dni udało się dosypać nawierzchni oraz postawić nowe bandy stałe. Wszystko dzięki ekipie, która przyjechała prosto z Ostrowa. Prowadzili oni prace na torze. Wspomnieć należy również o firmie Sylwestra Waszaka, która „walczyła” z bandami oraz wystającym krawężnikiem. Po „wielkich-małych zmianach” zawodnicy odjechali dwa treningi. Nikt nie narzekał, jeździło się dobrze. W sobotnie popołudnie Remigiusz Substyk jako delegat GKSŻ przyjechał do Piły zweryfikować tor. Nie miał żadnych zastrzeżeń. Jedyne co polecił to ubijanie toru. Tego samego dnia w klubie pojawił się komisarz toru, Grzegorz Janiczek. Po przejściu się po pilskim owalu zalecił go zbronować na łukach. Zarząd miał zastrzeżenia do owego zalecenia, jednakże pan komisarz ostawał przy swoim. Tak też zrobiono. W teorii, komisarz wie przecież najlepiej.

Tor 2


Niedzielne popołudnie dochodzi godzina 14:30. Kibice licznie zajmują miejsca na stadionie. Nic nie wskazuje na zbliżającą się katastrofę. Pierwsze 4 biegi odjechane, sporo walki na torze, Piła wysuwa się na prowadzenie. Sporą pozytywną niespodzianką okazała się postawa Maxa Dilgera. Wiele osób bało się, że Niemiec nie stanie na wysokości zadania. Podobne obawy były skierowane w stronę Oskara Bobera, który w dwóch poprzednich spotkaniach zapunktował bardzo słabo. Pozytywnie zaskoczył również Piotr Gryszpiński, który w biegu juniorskim, jako pierwszy minął linię startu.


Punktem zwrotnym w zawodach okazał się bieg 6, w którym doszło do upadku dwóch pilskich zawodników. Tomas Jonasson, który wjechał w koleinę nie był w stanie utrzymać swojego motocykla. Pech chciał, że jadący za nim Paweł Staniszewski nie miał szans, na jakikolwiek manewr wymijający. Jak sam twierdzi, musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy. Tomasa szarpnęło a chciał za wszelką cenę wygrać. Jest walecznym zawodnikiem i za to szacunek dla niego. Ja miałem do wyboru wjechać w niego, albo wpaść na motocykl. Wolałem, może troszkę swoim kosztem oszczędzić jego. Wpadłem w motocykl, poleciałem, że tak powiem uratowałem się przed jakąś większą kontuzją. Dzięki Bogu mam dobre ochraniacze na nogach, które mnie uratowały, bo nawet miałem w nich metale powyginane. Jestem cały. Fizjoterapeuci mówili mi nie raz, że dzięki przygotowaniu fizycznemu i rozbudowanym mięśniom, będzie mnie to ratowało nie raz. Jak widać mieli racje. Jeżeli chodzi o tor, to już nie raz w wywiadach wspominałem, że niektóre osoby niepotrzebnie dorzucają swoje 3 grosze tam, gdzie nie powinny. Tor był fajny, na treningu dało się jeździć. Było co nieco jakiś koleinek czy wyrw. Jednak jeździliśmy na dużo gorszych torach. To na pewno nie jest wina klubu. Byłem tu przez większość dni, wsadzili oni tu mega dużo roboty. Dla Tomasa Jonassona, zachowanie Pawła było godne podziwu. Kiepsko wyszedłem ze startu dlatego starałem się to nadrobić na dystansie, żeby wyjechać na pierwszą pozycję. Proste wytłumaczenie jest takie, że to jednak tor dopadł mnie pierwszy. Dwie dziury na 2 łuku spowodowały mój upadek. Udało mi się opanować motocykl po pierwszej, niestety przy drugiej musiałem go puścić. Najgorsze jest to, że Paweł był za mną. Postawił na heroiczną decyzję, żeby wjechać w mój motocykl zamiast we mnie. Z mojej strony szacunek dla tego chłopaka nie ma końca. Jeszcze raz dziękuję bardzo. Obaj ćwiczymy crossfit, dlatego też jesteśmy przyzwyczajeni do niekomfortowych sytuacji. Obyło się bez większych komplikacji.

 

Po tym nieszczęśliwym zdarzeniu było już tylko gorzej. Komisarz toru wraz z sędzią Jerzym Najwerem wyszli na tor, aby sprawdzić stan jego nawierzchni. Kolejno, w związku z nieregulaminowym stanem toru w trakcie zawodów, o godzinie 15:21 zawody zostały przerwane. Organizator poinformował, że postara się doprowadzić stan nawierzchni do regulaminowej i rozpoczął prace na torze. Niestety, prace prowadzone przez organizatora nie przyniosły zamierzonego efektu. Wobec przekroczenia regulaminowego czasu przygotowania toru w trakcie zawodów (30 minut), art. 316 pkt 18, ustęp f, f1, o godzinie 16:00 zawody zostały zakończone. W związku z tym głoszony został walkower dla drużyny gości. Tu zaczyna się sprawa bardziej komplikować, gdyż zawodnicy obu drużyn twierdzili, że tor jest zdatny do jazdy i wyrażają chęć dalszej walki. Niestety na nic się to zdało, gdyż sędzia ostatecznie podjął decyzję o zakończeniu spotkania. Teraz powstaje pytanie. Kto zawinił ? Działacze klubu pytali komisarza, dlaczego kazał zbronować łuki. Gdzie ewidentnie, efektem tejże „kosmetyki” było rozwarstwienie się toru. Pan Grzegorz, jednak starał się unikać odpowiedzi na to pytanie. Ogólnie rzecz biorąc po całym zajściu był bardzo małomówny. Kibice rozżaleni, działacze załamani. Powstaje pytanie, co dalej ?

 

Odpowiedź daje wiceprezes, Remigiusz Kaja: Będziemy walczyć, ale głową muru nie rozbijemy. Apeluję do wszystkich władz miasta i wszystkich sponsorów o wsparcie, zarówno mentalne, jak i finansowe. Inaczej sami nie podołamy. W ostatnich dniach wydaliśmy full kasy w błoto. Nowa nawierzchnia, dwa razy ochrona, osoby funkcyjne itd. Klub jest stratny około 100 tysięcy złotych, z tego tytułu licząc również dosypanie nawierzchni. Jeśli do tego dojdzie 100 tysięcy złotych za walkower to nie ma szans na przetrwanie. Zatem apeluję do wszystkich. Pokażmy, że żużel w Pile jest potrzebny i nie damy tego zaorać. Polonia to my.

TeamDziałacze mają zamiar napisać odwołanie od wczorajszej decyzji. Liczą na nowy termin i ponowne odjechanie spotkania z Poznaniem. Teraz pozostaje czekać na decyzje GKSŻ. Prezes Arkadiusz Ładziński potwierdził, że jeśli komisja wyznaczy nowy termin meczu, to jego drużyna stanie do walki o 2 punkty. 

 

 

Beata Wachowiak