czestochowa nowe2016 jonssonZa nami oficjalna prezentacja Włókniarza Częstochowa, który w sezonie 2017 będzie rywalizował w PGE Ekstralidze. Przed oficjalną częścią wieczoru drużyna zebrała się na konferencji prasowej, po której udało nam się porozmawiać ze starym dobrym znajomym, czyli Andreasem Jonssonem.

Reprezentant kraju Trzech Koron startował w biało-zielonych barwach w latach 2002-2003. W drugim roku występów przed częstochowską publicznością wywalczył wraz z zespołem Drużynowe Mistrzostwo Polski. Niestety ze względu na regulamin rozgrywek musiał poszukać sobie nowego klubu na 2004 rok, gdyż pod Jasną Górą postawiono na Ryana Sullivana. AJ trafił do bydgoskiej Polonii, w której zadomowił się na dobrych kilka lat. Później był Falubaz Zielona Góra oraz ostatnio ROW Rybnik. Żużlowiec zawsze jednak miał z tyłu głowy myśl by powrócić do klubu z Częstochowy. - Jestem szczęśliwy, że mogę tu wrócić po takim czasie. W dniu w którym opuszczałem klub nie miałem opcji na pozostanie, taki był regulamin. Zawsze gdy tu przyjeżdżałem świetnie się czułem, byłem szczęśliwy, że mogę wrócić tutaj chociaż na jeden dzień. Zawsze też dobrze mi szło w Częstochowie. Teraz wracam do klubu i jestem z tego powodu bardzo zadowolony.

Andreas ma za sobą niezbyt udany sezon w barwach rybnickiego klubu. Tamtejsi włodarze nie ukrywali, że będą szukać kogoś innego w miejsce sympatycznego Szweda. W związku z takim obrotem spraw zawodnik rozpoczął rozmowy z innymi klubami. Gdy pojawiła się szansa na powrót do Częstochowy, lampka zaświeciła się w głowie żużlowca. - Zawsze chciałem tutaj wrócić, ale przez lata jakoś inaczej się to układało. Teraz były jakieś inne propozycje, ale pojawiła się ta z Częstochowy, rozmowy były konkretne i moje myśli były skupione na powrocie do Częstochowy.

Słabsze rezultaty Andreasa Jonssona mają swój początek w przemęczeniu zawodnika. Sam doszedł do wniosku, że ciągłe starty w Anglii, Szwecji, Polsce i Grand Prix to za dużo. Ciągłe podróże oraz brak czasu na spokojny trening i odpoczynek odbiły się na jego dyspozycji w ostatnich latach. Po tym gdy AJ wypadł z Grand Prix nie załamał się, wręcz przeciwnie odnalazł w tej sytuacji szansę dla samego siebie. Zdecydował się dodatkowo zrezygnować ze startów na Wyspach i skupić się na polskiej i szwedzkiej lidze. To pozwoli mu znaleźć czas na relaks, prace przy sprzęcie i treningi na domowych torach w Częstochowie i Hallstavik. Szwed wierzy w to głęboko, że dobrze przepracowana zima oraz starty głównie tylko w Polsce i Szwecji pozwolą mu wrócić do dyspozycji do jakiej przyzwyczaił swoich kibiców. - Przez wiele ostatnich lat startowałem bardzo dużo. Ciągłe loty do Anglii i z powrotem, bardzo dużo spotkań. Doszedłem do wniosku, że tego jest za dużo. Wyniki w GP i Polsce nie były takie jakie bym sobie mógł życzyć. To było bardzo trudne dla mnie. Chce znowu dobrze punktować w Polsce, jak i w moim klubie w Szwecji, w Hallstavik. Elitserien to zawsze bardzo ważne rozgrywki dla mnie. Chce w tym roku skupić się na polskiej i szwedzkiej lidze. Grand Prix zawsze kolidowało z tymi rozgrywkami. Teraz będę miał więcej czasu na treningi na swoich domowych torach, ale i na odpoczynek. Mam nadzieje, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre i będzie to widoczne po moich wynikach.

 „Adrenalina” to żużlowiec, który w każdym zespole w którym startuje jest jego dobrym duchem i zawsze dba o dobre relacje między zawodnikami. O tym, iż podobnie będzie w Częstochowie można było się przekonać podczas sobotniej prezentacji i konferencji prasowej. Andreas nie chciał oddać mikrofonu kolejnemu zawodnikowi, a później podpowiadał mu na ucho co ma odpowiedzieć, co wywołało wiele śmiechu wśród zgromadzonych. Dzień wcześniej żużlowcy spotkali się na uroczystej kolacji i sądząc po zdjęciach w mediach społecznościowych team spirit już jest między zawodnikami. To aby wszyscy w zespole dobrze się dogadywali jest według Andreasa Jonssona bardzo ważne, dlatego zawsze stara się wprowadzić do drużyny dobre humory. - Zawsze powtarzam, że atmosfera w zespole jest naprawdę bardzo istotna, jest kluczem do sukcesu. Oczywiście każdy indywidualnie wykonuje swoją pracę na torze, ale jest ona o wiele łatwiejsza jeśli potrafimy ze sobą współpracować i rozumiemy się na torze, jak i poza nim. Możemy dzielić się informacjami, przełożeniami, ścieżkami na torze. To bardzo wartościowe. 

 Wracając jeszcze raz do roku 2003 nie mogło zabraknąć pytania o pamiętny finał z Apatorem. W szczególności o 14 wyścig tego spotkania, w którym to Andreas Jonsson wraz z Sebastianem Ułamkiem przypieczętował tytuł mistrza polski dla Włókniarza. Żużlowiec przejechał w swojej karierze wiele ważnych biegów, dlatego nie do końca pamięta sam wyścig, lecz atmosferę i całą otoczkę tego wyjątkowego dnia nie da się zapomnieć. - Nie pamiętam dokładnie tego wyścigu, pamiętam ten moment gdy wygraliśmy, te wydarzenia. Dzień wcześniej było GP, później finał w ekstraligi, podchodziłem do tego na spokojnie, to moja praca. Aczkolwiek pamiętam tę atmosferę, 30 tysięcy kibiców, coś niesamowitego.

 

Inf. własna

Dodaj komentarz

Komentarze wykraczające poza prawo i dobre obyczaje będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież