Trenerska duma i dziennikarska nierzetelność?

IMG 1651Inspiracją do napisania poniższego felietonu były wydarzenia związane z meczem PGE Ekstraligi Cash Broker Stal Gorzów – forBET Włókniarza Częstochowa, a dokładniej mówiąc pewne okoliczności i fakty, które zostały inaczej przedstawione niż to było w rzeczywistości. Interpretacje pewnych zdarzeń są przy tym bardzo dyskusyjne.

logo moim zdaniemMarek Cieślak, szkoleniowiec forBET Włókniarza Częstochowa i selekcjoner naszej kadry narodowej jest znakomitym trenerem. Ma na swoim koncie wiele sukcesów w pracy zawodowej, zarówno z drużynami klubowymi jak i z reprezentacją. Dlaczego jednak tak doświadczony trener zaczął rozmieniać się na drobne i rozpoczął psychologiczną wojnę dotyczącą, jego zdaniem, niewłaściwego przygotowywania torów w Zielonej Górze, Lesznie i w Gorzowie? Klub z Zielonej Góry był do ubiegłego sezonu pracodawcą pana Cieślaka, a w Lesznie i w Gorzowie są silne drużyny, z którymi Włókniarz sromotnie przegrał. Resztę kibice mogą sobie sami dopowiedzieć. Irytujące jest jednak co innego. Dlaczego tak doświadczony szkoleniowiec przestał przychodzić na konferencje prasowe, zwykle po porażkach swoich drużyn? Stało się to już swego rodzaju tradycją, ponieważ pan trener nie przychodził na konferencje prasowe po meczach w Gorzowie, gdy przegrywał z prowadzoną wówczas przez siebie Unią Tarnów, nie przyszedł w ubiegłym roku po porażce Falubazu w meczu o brązowy medal (38:52) i nie przyszedł po ostatniej przegranej w Gorzowie forBET Włókniarza Częstochowa. Czy naprawdę tak trudno jest uszanować dziennikarzy i udzielić odpowiedzi na kilka trudnych pytań? Czy po porażce ucierpi na tym trenerska duma? Na pytanie dotyczące ponownej nieobecności na konferencji trenera Marka Cieślaka, kierownik częstochowskiej drużyny był uprzejmy odpowiedzieć, że panowie podzielili się obowiązkami i przychodzi raz jeden, raz drugi. Czyżby? Dziennikarze zauważyli inną tendencję.

Drugą sprawą jest przekaz medialny i informacje przedstawiane w środkach masowego przekazu, zwłaszcza za pośrednictwem różnych stron internetowych. Przekaz, który nastawiony jest na wywołanie sensacji. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia po wspomnianym wyżej niedzielnym meczu. Jeden z dziennikarzy, który nie był obecny na tym spotkaniu, swoją relację oparł na przekazie telewizyjnym i w związku z tym pojawiło się kilka informacji, które nie do końca były zgodne z rzeczywistością. Dziennikarz ten w swoim materiale nazwał kierowcę polewaczki „polawaczkowym”, a to określenie niestety budzi negatywne skojarzenia. Żużlowi kibice doskonale wiedzą, o co chodzi. Szkoda, bo kierowca tego pojazdu, świadczący usługi na rzecz klubu, wykonywał w trakcie meczu polecenia sędziego i komisarza toru. Najważniejszym wątkiem w przekazie tego dziennikarza jest jednak nadmiar wody pojawiający się na torze po 10 wyścigu, który jego zdaniem, mógł być niezgodny z regulaminem i pojawił się celowo. Tutaj można poddać w wątpliwość rzetelność dziennikarskiego warsztatu i postawić pytanie: czy o takich szczegółach można pisać w sytuacji, gdy dana osoba nie była naocznym świadkiem sportowego widowiska? Chciałbym dodać, że na 90 minut przed rozpoczęciem spotkania tor był równy jak stół i suchy jak pieprz, spieczony popołudniowymi promieniami słonecznymi. Mecz rozpoczął się o godz. 20.00, ale od godz. 17.00 organizatorzy nie mogli lać wody na tor po interwencji trenera Cieślaka. W związku z tym niemiłosiernie kurzyło się już podczas próby toru, która zgodnie z regulaminem odbyła się o godz. 19.30. Kurzyło się także podczas pierwszego wyścigu. Przez cały wieczór polewaczka na torze pojawiła się czterokrotnie, po próbie toru oraz po 4, 7 i po 10 wyścigu wykonując za każdym razem jedno okrążenie gorzowskiego toru. Powtarzam, jedno okrążenie toru! Było to wystarczające, ponieważ strumień wody był dość obfity. Dlaczego zatem pojawiły się kontrowersje i tyle negatywnych komentarzy po kosmetyce toru przed 11 biegiem? Tylko dlatego, że polewaczka jechała wolniej, a komisarz toru przyglądał się temu stojąc na torze. Nie było w tym nic niezgodnego z regulaminem. Gdyby tor był niewłaściwie zraszany, to pan komisarz mógł od razu zareagować. To sławetne polanie nawierzchni było ostatnim tego wieczoru, ponieważ przed wyścigami nominowanymi odbyło się tylko równanie toru. Można tutaj postawić kolejne pytanie: dlaczego trener gości przed meczem mógł ingerować w przygotowanie toru, a sędzia i komisarz to akceptowali nie pozwalając na zraszanie toru na trzy godziny przed meczem? Pojawia się przy tym refleksja, że osoby funkcyjne i odpowiedzialne za przygotowanie torów boją się wykorzystania do tego celu wody, a przecież woda może też pozytywnie wpłynąć na przygotowanie nawierzchni wiążąc materiał. Jeżeli władze polskiego żużla będą z taką starannością dbać o przygotowanie tylko równych i twardych torów, to za kilka lat nasi młodzi zawodnicy będą otrzymywać lekcje żużla na angielskich i szwedzkich torach.

 

Maciej Major

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!