Żużel wygrywa

logo moim zdaniemW ostatnim czasie oczy większości leszczyńskich kibiców skupione są nie tylko na powracających po krótkiej przerwie ligowych rozgrywkach, w których leszczynianie sięgają po kolejne zwycięstwa, ale również na jednym z zawodników Byków– Nickim Pedersenie. Całe żużlowe środowisko wciąż czeka czy Duńczyk będzie musiał na dobre zjechać z toru czy miłość do żużla nadal wygrywa.

 

 

Złamanie siódmego kręgu szyjnego podczas tegorocznego meczu ligi duńskiej sprawiło, że dalsza kariera Nickiego Pedersena stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Ta ryzykowna i niezwykle trudna sytuacja rozpoczęła się już wcześniej, pod koniec sezonu 2016. W czeskich Pardubicach Nicki Pedersen uległ wypadkowi, w wyniku którego doznał złamania dwóch kręgów szyjnych, czterech żeber, łopatki i nadgarstka. Czas zaleczył rany. Zima okazała się zbawienna dla rekonwalescencji zawodnika i już na wiosnę popularny Dzik był gotów do zameldowania się pod taśmą maszyny startowej. Wszystko wydawało się być pod kontrolą aż do wspomnianego ligowego spotkania Duńczyka na rodzimej ziemi. Nieszczęśliwy uraz tego samego kręgu, który do niedawna był jeszcze złamany sprawił, że od tej pory każdy kolejny upadek może zakończyć się dla żużlowca z leszczyńskiej Unii uszkodzeniem rdzenia kręgowego i paraliżem.

Dla zawodnika takiej rangi jak Nicki Pedersen to ogromny cios, zresztą dla kogo by nie był. Zanotowanie defektu na prowadzeniu, gdy do mety zostały jeszcze dwa okrążenia boli. Gdy defekt notuje organizm a nie maszyna, trudno zmieniać ustawienia... najczęściej trzeba dać sobie spokój, powiedzieć pas. Wydaje się, że to słowo nie znajduje się w słowniku Nickiego Pedersena. Duńczyk po długim namyśle przyleciał do Leszna i wziął udział w treningu przed meczem z toruńskimi Aniołami. Dał tym samym znak całemu środowisku żużlowemu, że nie zamierza jeszcze sprawić by ściganie od teraz było tylko garścią wspomnień. Czy to dobra decyzja czy zła? Można dywagować nad tym godzinami, ale byłabym ostrożna z ferowaniem wyroków i patrzeniem na Nikiego Pedersena karcącym wzrokiem.

Dla zawodowego sportowca dyscyplina którą uprawia to nie tylko praca połączona z pasją. To często o wiele więcej, jeśli nie całe życie. To marzenie od małego; snucie planów o wielkiej karierze, medalach zawieszonych na szyi, pucharach wznoszonych do nieba; później lata treningów i walki o podnoszenie swoich umiejętności, przekraczanie barier; wielokrotne przełykanie gorzkiego smaku porażki oraz w końcu poczucie słodyczy wygranej. Doznania tak przyjemnego i słodkiego, że chce się go powtarzać niezliczoną ilość razy. A jak wiadomo trudno jest powiedzieć dość, gdy jest się jeszcze nienasyconym.

Z pewnością nasycony wciąż nie jest Nicki Pedersen, co pokazał jego powrót na leszczyński tor. W meczu jednak nie wystąpił, a włodarze klubu z Leszna w obliczu obecnej sytuacji zakontraktowali Juricę Pavlica. Dalsze losy duńskiego zawodnika wciąż są niewiadomą. Patrząc jednak na ostatnie wydarzenia, jak na razie to żużel wciąż wygrywa. 

 

 

tor lesz 14

 

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!