Magia fazy play-off

logo-moim-zdaniem

To już wrzesień. Uczniowie powrócili do szkolnych ławek, by przez następne dziesięć miesięcy toczyć zaciekły bój ze sprawdzianami, testami, ocenami. Równie wiele emocji i ostrej walki czeka we wrześniu żużlowców pierwszych czterech drużyn ligowej tabeli. Przed nimi i nie tylko, bo nie ukrywajmy, że te same emocje, nerwy, paliptacje serca targają też kibicami czarnego sportu, czas play-off''ów. W czym tkwi jego magia?

 

Magia. Właściwie co to takiego? Jedna ze słownikowych definicji mówi o niezwykłej sile oddziaływania i w tym przypadku jesteśmy najbliżej tej magii, o której będzie tu mowa i której doświadczamy co roku, wchodząc w fazę finałową. Swoisty smaczek, atrakcyjność oraz widowiskowość, która przyciąga. Pośród wszystkich możliwych określeń znajduje się jedno słowo, które mnie samej pierwsze przychodzi do głowy i które bądź co bądź okazuje się tym najtrafniejszym - NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ. Piękno i magia fazy play-off to właśnie ta niewiedza, bo wszystko w play-offach może się zdarzyć.

Runda zasadnicza zakończona. Czas oddzielić ją grubą kreską. Teraz przed nami wejście w nowy wymiar, jakim są play-offy. Drużyny zaczynają jakgdyby na nowo, z czystą kartką. Często później okazuje się, że ekipa, która w trakcie rundy zasadniczej nie miała problemów z wygrywaniem zarówno na swoim rodzimym torze, jak i na wyjazdach, wcale nie zdobywa złotego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski. Przykłady? Nie trzeba daleko szukać. Nie jeden z nas doskonale pamięta jak to przed laty bywało. Chociażby rok 2008, gdy kończący na pierwszym miejscu rundę zasadniczą Włókniarz Częstochowa ostatecznie zostaje bez medalu, zajmując, najgorsze dla sportowca, 4 miejsce. Inny sezon pokazywał, że zdobycie tytułu DMP to tylko formalność, dla przodującego przez cały cały czas zespołu ( złoto dla Tarnowa w 2012 roku).

Nie jestem tu od ferowania wyroków. Nie mogę zagwarantować ani też wskazać triumfatorów sezonu 2014, bo pewności mieć tu nie można. Jedna drużyna nabiera nagle wiatru w żagle. Wkracza w decydującą fazę rozpędzona, gotowa do walki i żądna zwycięstw, choć początek sezonu na to nie wskazywał. Inna nagle słabnie, tracąc zawodników, często dziesiątkowanych licznymi kontuzjami. Gorący okres bowiem trwa, półmetek tegorocznej rywalizacji. Żużlowcy dają z siebie wszystko a nawet i więcej. Nikt nie zamierza odpuszczać. Wypadki, kontuzje zdarzają się coraz częściej. Zespoły są osłabione brakiem czołowych zawodników, liderów. Pojawia się wtedy pytanie, jak tu walczyć o najwyższe cele ze składem podziurawionym niczym szwajcarski ser? Wydaje się to nie fair. No cóż, taki właśnie jest sport. Tu też liczy się szczęście. Stało się, więc co tu dużo mówić, trzeba sobie poradzić z tym co się ma. Poradzić sobie z tym nie jest łatwo. Do walki stanąć jednak trzeba. Stawka jest wysoka, cel warty zachodu. Potrzeba siły, wytrwałości i korzystnych okazji.

Tych, którym jesienna aura sprzyja i dobra forma nie przepadnie wraz z pierwszymi opadającymi z drzew liśćmi, z nadejściem października będziemy mogli nazwać zwycięzcami.

Machina ruszyła... Jak to wszystko się potoczy? Przekonajmy się sami. Pierwsze mecze już w najbliższą niedzielę, 14 września. Nie przegapcie okazji. Czas poczuć magię :)  

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!