Polski żużel mnie boli

logo moim zdaniemOstatnie pomysły centrali żużlowej oraz PZM spowodowały, że zastanawiam się czy polski żużel mnie jeszcze cieszy. Kibicując lat „dzieści” cieszę się z sukcesów polskich zawodników, tytułów mistrzów świata  drużynowych, podziwiam Tomasza Golloba, raduję się jazdą Bartosza Zmarzlika. Jednak to co robi GKSŻ razem z PZM mnie już mniej cieszy.

 

 

Zaczniemy od ligi.  W latach kiedy ilość klubów była za mała na trzy ligi, zaproszono ekipy z Czech, Ukrainy, Węgier i Łotwy. Kluby te nie dały jednak rady finansowo i organizacyjne. Z ekip tych krajów pozostali tylko twardzi potomkowie liwończyków i semigalczyków czyli łotewski Lokomotiv. Maksims Bogdanovs, Andżejs Lebedievs czy Kasts Puodżuks to już uznane firmy na światowych torach. Mozolnie budowana drużyna mająca więcej wychowanków w składzie niż niejedna polska przebiła się z II ligi do I i już dwukrotnie tę ligę wygrała. Mimo to, decyzją polskich władz sportów motorowych nie wyrażono zgody na ich starty w ekstralidze szumnie nazywanej Najlepszą Ligą Świata, Świata nie Polski. Może trzeba otworzyć się szerzej na ten mały żużlowy świat. Tłumaczenia są różne, bo musieli by założyć spółkę w Polsce, bo jak by to wyglądało gdyby ligę wygrali a to koszty wysokie dla ekip ekstraligowych.  Ciekawe, że finanse nie bolały GKSŻ-tu, kiedy to do Daugavpils musiały jechać biedne ekipy z Rawicza, Krakowa, Krosna czy Lublina. A po co spółka w Polsce skoro jesteśmy w Unii Europejskiej? Działacze  płacę zagranicznym zawodnikom, ich ekipom, zawodnicy mechanikom, zagranicznych zawodników sponsorują firmy z polski i wszyscy mogą się wzajemnie rozliczać, nikomu to nie przeszkadza. Tylko Daugavpils nie może? Lokomotiv jest bardziej wiarygodnym finansowo niż połowa polskich drużyn, które pod pretekstem zmiany szyldu często bez zmian działaczy uciekają od zaległości finansowych.  Jakoś skarg, że Lokomotiv nie wywiązuje się z kontraktów nie było. Zamiast polskich juniorów (znowu bezsensowne wymaganie, by ich nie dopuścić do Ekstraligi) mogą przecież mieć własnych mających obywatelstwo łotewskie i ich licencję. Zamiast bać się co będzie jak wygrają Ekstraligę wystarczy zaznaczyć w regulaminie, że mogą wywalczyć tylko tytuł Drużynowego Mistrza Ekstraligi. Jeśli by wygrali w rundzie zasadniczej lub zmieścili się w pierwszej czwórce, mogą przecież nie startować w play offach. A o mistrzostwo Polski walczyć będą krajowe drużyny z miejsc 1-5. Teraz jak czytamy Łotysze tracą sponsora. Szkoda ale może zwyczajnie, po ludzku mają dość polskiego bagienka i widzą, że ich walka o jak najlepszy wynik nie przynosi rezultatu w postaci awansu. Kiedyś ich proszono by jechali, teraz się ich nie chce? Skoro polska liga jest najlepsza na świecie to niech też będzie ligą sprawiedliwą, bo mimo całego szacunku dla kibiców i żużlowców z Częstochowy działacze z tego miasta bez względu kim są na awans nie zasługują.

 

Wraca pomysł z trzema ligami żużlowymi, jednak patrząc całościowo na historię trzeciej ligi żużlowej , przyniosła ona więcej strat niż pożytku. Kluby trzecioligowe nie rozwijały się, nie były odpowiednio finansowane i po porostu umierały. Gdzieniegdzie udało się speedway reaktywować ale padały inne kluby i rozgrywki tej klasy nie trwały długu i nie miały sensu. Lepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie obecnych jedenastu drużyn a jeśli by doszły teamy z Ostrowa, Lublina czy Poznania to nawet czternaście ekip na dwie grupy po siedem. Pierwsza runda w grupach to mecz każdy z każdym, druga runda to walka o awans dla czterech najlepszych ekip z każdej z grup.  Aby ograniczyć koszty, można zaliczać już mecze między ekipami z pierwszej rundy. Dało by to tym ekipom po dwadzieścia meczy ligowych. Pozostałe sześć drużyn miałyby do rozegrania dwanaście meczów w rundzie zasadniczej i w zależności od regulaminu dodatkowe dwa przy przepisie, że jedzie drużyna piąta z piątą itd., lub sześć przy meczach z każdy z każdym (zaliczone mecze w rudzie zasadniczej pomiędzy ekipami). Razem od czternastu do osiemnastu meczy.

 

Kolejny pomysł to ograniczenie zawodnikom startów do dwóch lig. Super. Zawodnicy będą bardziej wypoczęci, pewnie będzie mniej kontuzji. Tylko, że zawodnicy szczególnie zagraniczni zażyczą sobie więcej kasy, bo ograniczy im się możliwość zarobkowania a na spadek zarobków na pewno się nie zgodzą. Co z Polakami, którzy nie mieszczą się w składzie lub nie znajdą innych lig? Może czas wrócić do ósmego zawodnika. Niech to będzie polski jeździec do lat 23, którego KSM nie może być wyższy od podstawowej piątki seniorskiej.

 

Najświeższe wieści to liga juniorów. Wreszcie będzie ogólnopolska jedna liga. Jestem za, tylko czy trzeba na początku sezonu rozgrywać Srebrny i Brązowy Kask? Kwiecień jako pierwszy miesiąc startów to dla juniorów groźne wyzwanie. Wiemy ile te miesiące przynoszą kontuzji. Nie lepiej dać im się rozjeździć właśnie w Lidze Juniorów a najlepsi na koniec sezonu powalczą o kolorowe kaski? A jeśli objawi się po lipcowej czy sierpniowej sesji licencyjnej talent jak ostatnio Wiktor Lampart? Nie dane mu będzie wystartować w takich zawodach. Stać nas na ograniczanie szans utalentowanym juniorom? Jestem ciekaw ile juniorskich ekip zgłosi się do tych rozgrywek. A może wzorem dorosłej ligi zaprosić młodzież z Niemiec, Słowacji, Ukrainy czy Węgier. Skoro jesteśmy najlepsi to pomagajmy maluczkim. Może nasz kluby wyłapią z takich drużyn przyszłe gwiazdy.

 

Pewnie długo mógłbym jeszcze marudzić o braku szacunku do tradycji, przesuwaniu terminów memoriałów lub ich nie rozgrywaniu, braku Kryterium Asów. Kiedyś (całkiem niedawno) człowiek mógł sobie sezon zaplanować od marca i wiedział co, gdzie kiedy. O dewaluacji Mistrzostw Polski Par też można dużo pisać.  A przecież można w regulaminie zaznaczyć, że start dla drużyn jest obowiązkowy. W mistrzostwach par powinien być obowiązek startu zawodników polskich, którzy mają najwyższy KSM w klubie. Skoro wprowadzamy zmiany dotyczące juniorów wprowadźmy też jasne i proste zasady startu w mistrzostwach Polski.  Chyba starczy mojego narzekania a żużla nie przestanę kochać.

 

Wojciech Wilde

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!