Kiedy się ockniemy?

2014 rempalal k1 Krystian Rempała to kolejna ofiara w sporcie żużlowym. Co możemy zrobić, by ograniczyć śmiertelne żniwo? Wkrótce minie miesiąc od jego śmierci. Młody i zapowiadający się na świetnego żużlowa chłopak zginął, robiąc to co kochał.

 

 Niektórzy powiedzą: "piękna śmierć". Żył tym na co dzień, żył, oddając się pasji, żył, tak jak chciał. Znam takie osoby, lecz żadna nie zajmuje się tak niebezpiecznym sportem, jakim jest żużel. Nazywany "czarnym sportem" nie tylko za dawną nawierzchnie, ale także za to, że czasami zbiera śmiertelne żniwo i ukazuje swe ciemne oblicze. I choć odebrał już wiele istnień ludzkich, to nadal cieszy się sympatią i zainteresowaniem na świecie.

 

Pytanie, dlaczego tym razem zabiera człowieka, dla którego przygoda z tym sportem się dopiero zaczynała?. To smutne i skłania do myślenia, myślenia o tym, czy można coś zmienić? Pojawiły się dmuchane bandy, które uratowały już życie niejednemu, jednak nie są  całkowicie bezpieczne. Wystarczy przypomnieć sobie Jarka Hampela, który do dzisiaj nie wrócił po kontuzji, jakiej nabawił się po upadku w Gnieźnie. Niektórzy, tak jak Tomasz Gollob, obwiniają nowe tłumiki, Grzegorz Zengota zaś, mówił o tym, jak się powinno przygotowywać tory, by nie było groźnych upadków. Obaj mogą mieć rację. Żużel jest niebezpiecznym sportem! Wszak maszyna nie ma hamulców, więc o upadek nietrudno. Nie należy dokładać więcej przeszkód i robić z żużla formułę 1. W żużlu jedynym ratunkiem może być położenie się na torze i liczenie na to, że wszystko będzie OK. Zginął Lee Richardson, Grzegorz Knapp, Krystian Rempała i wielu, wielu innych. Kto następny? Kto musi zginąć, by coś się zmieniło?

 

Może warto posłuchać ludzi, którzy znają się na żużlu; tych, którzy zostawili tam zdrowie i zdobywali punkty, przynosząc chlubę drużynie czy krajowi. Jeśli takie autorytety wypowiadają się na temat bezpieczeństwa, to nie tylko powinno, ale trzeba, należy, ma się obowiązek ich posłuchać! Życie jest wartością największą i nie może być sumą kalkulacji na torze. Pokrzyczę, a to i tak spłynie,a z czasem zostanie zapomniane. Czy tylko ja mam jeszcze siłę krzyczeć? Czy załamywać ręce i mówić 100 razy "Taki jest żużel"?. On nie ma taki być. Ma stać się sportem, w którym zawodnik nie jedzie z myślą, czy wróci do domu, do rodziny. Nie ma być to myśl: "To może być mój ostatni bieg". Czy nadejdą takie czasy, że oprócz słów będą też działania? Głęboko w sercu w to wierzę. Wierzę w to tak mocno, jak w żużel.  

 

Jakub Pluciński

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!