Zmarnowane talenty

inne kaskOd wielu lat na polskich torach żużlowych pojawiają się młodzi adepci, którzy posiadają niezwykły talent. Odnoszą oni w wieku juniora wiele osiągnięć. Niestety w dorosłym speedway’u  już nie każdy radzi sobie tak dobrze. Niektórzy za szybko zostali okrzyknięci przez kibiców mistrzami.

 

 

 

Zawodnikowi, który rozpoczyna przygodę z żużlem potrzebny jest dobry mentor, ukazujący właściwą drogę rozwoju kariery. Jednak brakuje takich ludzi wokół młodych żużlowców. Przyczyn zaprzepaszczenia talentu w świecie żużlowym jest bardzo dużo. Trzeba spojrzeć osobno na każdego zawodnika i prześledzić jego początek kariery, by dowiedzieć się co było przyczyną szybko zakończonej przygody z żużlem. Często z ich własnego wyboru kończy się to co tak szybko się zaczęło i na co niektórzy tak ciężko pracowali. My kibice z przykrością patrzymy na taki los zawodnika.

 

Jednym z najbardziej utalentowanych żużlowców, który w wieku juniora zdobywał medale na prestiżowych imprezach jest Karol Ząbik. Syn obecnego trenera KS Apator Toruń rozpoczął karierę w 2002 roku, pod okiem swojego ojca zdał licencje „Ż”. Jan Ząbik wiedział od początku, że w jego synu drzemie olbrzymi potencjał i nie mylił się. Rok po zdaniu licencji Karol tworzył z Adrianem Miedzińskim jedną z najsilniejszych par juniorskich. Wychowanek toruńskich Aniołów był  w składzie młodzieżowej drużyny, która w latach 2005-2007 zdominowała Drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów. Po przejściu w wiek seniora kariera młodego Ząbika zahamowała się. Przyczyniły się do tego liczne kontuzje. Niestety, po każdym powrocie jego jazda była daleka od oczekiwanej.

 

Kolejny zawodnik, który nie poradził sobie w kategorii senior, posiada na swoim koncie brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski oraz złoty medal tej samej imprezy. Mowa o gorzowskim wychowanku – Pawle Hlibie. Po dobrych występach w rodzimym klubie, przeniósł się on do Unii Tarnów, która miała swój rozkwit i zmierzała po trzecie z rzędu mistrzostwo kraju. Hlib został ściągnięty, aby wzmocnić formacje juniorską. Po sezonie żużlowiec postanowił wrócić do gorzowskiej Stali i jak się okazało potem był to strzał w dziesiątkę. Stal wywalczyła awans do Ekstraligi, a Hlib był silnym punktem drużyny. Po tak dobrym sezonie wielu mówiło, że zawodnik ten osiadł na laurach, ponieważ jego wyniki z sezonu na sezon pozostawiały wiele do życzenia.

 

Wychowanek pilskiej drużyny - Krzysztof Pecyna, zdał licencje w 1996 roku,  jest czterokrotnym medalistą Drużynowych Mistrzostw Polski. Dwukrotnie startował w finałach młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Polski uzyskał srebrny medal w Grudziądzu w roku 1998. Pecyna reprezentował takie kluby jak: Unia Leszno, Stal Gorzów, Start Gniezno, Wybrzeże Gdańsk oraz Polonia Piła. Jego jazdę podziwiano we wszystkich żużlowych miastach w Polsce. Musiał niestety przerwać swoją przygodę z żużlem z powodu problemów sponsorskich.

 

Innym wychowankiem Polonii Piła, który dobrze zapowiadał się jako junior jest Krystian Klecha. W 2001 roku zdał licencje. Rok później  zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej, jednak nie zdobył żadnego punktu. Więcej szans do zaprezentowania swoich umiejętności otrzymał w 2003 roku. Wówczas posiadająca problemy finansowe Polonia walczyła o uniknięcie degradacji, a Krystian wystąpił w dziewięciu spotkaniach. Pokazał, że drzemią w nim spore możliwości. Po spadku Polonii Piła z Ekstraligi Klecha przeniósł się do Polonii Bydgoszcz. W jej barwach spędził cztery sezony. W pierwszych dwóch sezonach spisywał się dobrze jako junior, a po przejściu w wiek seniora miał pewne miejsce w składzie. W 2008 roku podpisał kontrakt z Unią Tarnów, ponieważ drużyna z Bydgoszczy spadła z najwyższej ligi rozgrywek. W ekipie z Tarnowa wystąpił w sześciu pojedynkach, w których spisywał się znacznie poniżej oczekiwań. Po nieudanym sezonie w Tarnowie długo nie mógł znaleźć nowego pracodawcy. Podpisał kontrakt warszawski z Kolejarzem Rawicz, ale ostatecznie wystąpił w jednym spotkaniu PSŻ Poznań. W 2009 przeniósł się do ostrowskiej drużyny. Był silnym punktem drużyny z Wielkopolski, lecz był to jego ostatni sezon spędzony na żużlowych torach. Przed sezonem 2011 był łączony z macierzystym klubem, ale ostatecznie nie podpisał kontraktu z Polonią.

 

Uznawany za nadzieję polskiego żużla – Marcin Rempała nie wykorzystał szansy na bycie jednym z najlepszych żużlowców w kraju. Wychowanek tarnowskich Jaskółek wraz z Janusz Kołodziej tworzył jedną z najmocniejszych par juniorskich i często zastępował słabiej spisujących się starszych kolegów. Z Unią Tarnów w latach 2004-2005 zdobył dwa złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski.  Sezon 2005 był jego najlepszym w karierze i w sumie ostatnim tak dobrym. Niestety, po przejściu do kategorii seniorów  nie spisywał się już tak dobrze, jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Marcin Rempała przeniósł się do Rybnika, by odbudować formę, lecz tak się nie stało. Wrócił do macierzystego klubu, ale nie wykorzystał danej mu szansy. Trzy sezony spędził w Kolejarzu Opole, potem podpisał kontrakt z KSM Krosno i  w sezonie 2016 będzie reprezentował barwy krośnieńskich Wilków. Wielu kibiców mówi, że talent młodszego z braci Rempałów zmarnował się i został źle poprowadzony.

 

Utalentowany żużlowiec Tomasz Bajerski rozpoczął swoją karierę w toruńskiej drużynie. Jako junior zachwycał swoją jazdą. Śmiertelny wypadek jego kolegi z drużyny wpłynął na niego znacząco i z rozwagą, ale i także odwagą atakował na torze przeciwników. Brylował w rozgrywkach Brązowego i Srebrnego Kasku. Swą młodzieńczą dominację potwierdził dwukrotnie zostając MIMP. W wieku seniora przeszedł do gorzowskiej drużyny, gdzie jeździł pod okiem Zenona Plecha. Razem z Tony Rickardssonem i Piotrem Świstem praktycznie w trójkę przechylali szalę zwycięstwa na stronę Gorzowian. Sezon 1998 był dla niego gorszy niż ubiegły, wpływ na to najprawdopodobniej miał wypadek samochodowy, po którym długo dochodził do siebie. Po ciężkim sezonie przeniósł się do macierzystego klubu, gdzie nie został przyjęty zbyt dobrze przez kibiców. Odbudował się i powoli wracał do dawnej formy. Tomasz znowu czuł się gwiazdą. Bez wielkiego żalu ze swej i strony klubu po raz drugi odszedł z Torunia, a sportowego szczęścia szukał później także w Gdańsku, Grudziądzu, Daugavpils i Miszkolcu. Sportowo upadał coraz niżej, a na torze prowokował swoimi nieprzemyślanymi gestami całe trybuny. Był bardzo utalentowany, otoczony przez sponsorów, kibice go uwielbiali, ale z czasem coraz bardziej nie radził sobie na torze i postanowił zakończyć karierę.

 

 

To tylko kilka przykładów zawodników, którzy nie poradzili sobie w dorosłym speedway’u. Oczywiście jest o wiele więcej żużlowców, którzy podjęli decyzję o zakończeniu kariery lub zostali zmuszeni do tego. 

 

 

źródło: inf.własna

Izabela Gumienna

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!