Miał to, czego nie potrafi nauczyć żaden trener

dados robertRobert Dados był człowiekiem kochającym szybkość, adrenalinę, emocje i czarny sport. Dziś obchodziłby swoje 39.urodziny, niestety 30 marca 2004 roku zmarł w wieku 27 lat, po trzeciej próbie samobójczej. Żył podobnie jak jeździł - szybko, ale przeraźliwie krótko, lecz na zawsze pozostał w naszej pamięci.




… Dados miał to, czego nie potrafi nauczyć żaden trener - talent.

Robert Dados ur. się 15 lutego 1977r. w Lublinie. Pochodził z małej wioski, Piotrowice Wielkie niedaleko Garbowa. Od najmłodszych lat, Roberta ciągnęło do dwóch kółek. Był żywym dzieckiem, najstarszym z piątki rodzeństwa. Był jak "sprężyna". Wszędzie było go pełno. W wieku 15 lat zapisał się do szkółki żużlowej lubelskiego Motoru. Właśnie z Nim swoje pierwsze kroki stawiał jego kolega, Paweł Staszek. Egzamin na licencję "Ż" zdał 24 sierpnia 1993r. w Grudziądzu.

Swój debiut zaliczył 26 września ‘93r. w Rzeszowie. Zdobył wówczas 1 punkt w 2 startach (0,1). Po jednym z niedzielnych spotkań, Robert nie wrócił do rodzinnego domu. Jak się później okazało poznał dziewczynę, Agnieszkę, która została jego żoną, kilka lat później. Spadek z Ekstraklasy i problemy finansowe klubu z Lublina zmusiły władze do sprzedaży zawodników. Dwójka najlepszych juniorów Motoru przeniosła się do Grudziądza. Mowa o Dadosie i Staszku. - Robert miał 17 lat jak przyjechał po niego taki jeden Pan i zabrał do Grudziądza - mówiła pani Małgorzata, mama Roberta. - Okropne to było. Taki handel żywym towarem.

To właśnie w Grudziądzu "DaDi" osiągnął swoje najlepsze wyniki indywidualne jak i drużynowe. MIMP w ‘98r. MDMP ’97 tytuł mistrzowski z GTŻ Grudziądz oraz w ‘98r. Gniezno-brązowy medal, 5 Miejsce w finale Złotego Kasku (Wrocław ‘98r.), Leszno ‘97r. 4 miejsce w finale Srebrnego Kasku. Nie zapominajmy również o 1 sierpnia 1998r., gdzie w Pile, Robert wywalczył tytuł IMŚJ, pokonując w barażu Krzysztofa Jabłońskiego (przyp. Red. Matej Ferjan zajął 3 miejsce). Dzięki temu tytułowi automatycznie awansował do cyklu Grand Prix w sezonie ’99. Robert łącznie zdobył 20 punktów co dało Mu 21 miejsce w końcowej klasyfikacji.

Jak wiemy, czasami dobrą passę mogą przerwać niespodziewane wypadki, które przewracają karierę o 180 stopni…


2 Maja 2000r. ul. Hallera

Był piękny, słoneczny dzień. Jadący ścigaczem marki Suzuki, Dados spieszył się na trening. Nikt nie przypuszczał, że za kilka minut jego kariera oraz życie mogą być przerwane. Około godz. 13:30 na ul. Hallera w Grudziądzu doszło do groźnego wypadku. W jadącego motocyklem Roberta z prawej strony uderzył bordowy polonez. Pierwszeństwo wymusił kierujący pojazdem. "DaDi" miał uszkodzoną głowę, złamany obojczyk, nadgarstek, kilka żeber oraz rany cięte. - Widziałem całe zdarzenie, natychmiast podjechałem do ofiary wypadku i z przerażeniem stwierdziłem, że to Robert Dados - tłumaczył dr. Lasota. Mało kto dawał Mu szanse na powrót do żużla. Liczne zabiegi kliniczne w Bydgoszczy, postawiły Dadosa do sprawności fizycznej. Jego silny organizm spowodował, że szybko powrócił na żużlowe tory. Od feralnego wypadku, nic już nie było takie same jak dawniej…


Dobra mina, do złej gry...

Po 5 latach spędzonych w Grudziądzu, Robert postanowił przenieść się do Wrocławia. Związał się kontraktem z tamtejszym WTS-em. Trafił pod skrzydła najlepszego trenera w Polsce, Marka Cieślaka. Miał być tzw. Czwartym "muszkieterem" w drużynie obok Ułamka, Sawiny i Krzyżaniaka. Początku sezonu "DaDi" nie mógł zaliczyć do udanego. W XX jubileuszowym cyklu Kryterium Asów zajął… ostatnie, 16 miejsce. Na początku kwietnia odpadł z półfinału krajowych el. IMŚ zajmując 14 miejsce. Na torze ówczesnej Polonii Piła zdobył tylko 2 oczka mimo, że dobrze znał nawierzchnię i geometrię owalu. Wraz z nadejściem maja, wyniki Roberta poprawiły się. Dzięki startom w Szwecji i Danii, odrabiał zaległości, które przytrafiły się w kwietniu. Awansował do finału IMP w Bydgoszczy, gdzie zajął 6 miejsce z 9 punktowym dorobkiem (2,1,1,2,3). Na koniec sezonu ’01, "DaDi" przyczynił się do zdobycia vice-mistrzostwa w DMP. Sezon ’02, Robert zaczął od awansu do finału kraj. El. IMŚ. Na torze Lotosu Gdańsk zajął 3 miejsce i bez problemu załapał się dalej. Rundę kwalifikacyjną w Lonigo wygrał Peter "PK" Karlsson. Drugi był Piotr "PePe" Protasiewicz, a trzeci po raz kolejny, Robert Dados. W meczach ligowych był liderem drużyny z Wrocławia. Jednak im bardziej sezon zbliżał się do końca, forma "DaDiego" spadała. Na torze toruńskich Aniołów zajął ostatnie, 16 miejsce w finale IMP. Za niesportowe zachowanie, sędzia pan Marek Wojaczek wykluczył go do końca zawodów. Przerwa między meczami ligowymi, dała szansę zawodnikom o walkę do przyszłorocznego cyklu Grand Prix. Czeskie Mseno, nie było łaskawe dla Roberta. Awans do GP Challenge wywalczyła dwójka Polaków, a mianowicie Tomasz Bajerski i Rafał Okoniewski. Dados został 1-szym rezerwowym w Pile, gdzie w 3 startach zdobył 4 punkty. Od zawodów w Mseno to nie był już ten sam zawodnik. Zamknął się w Sobie, co mogło doprowadzić do niespodziewanych sytuacji w życiu zawodnika. Niestety tak się właśnie stało…


Ostatnie zawody…

Wszyscy mieli nadzieję, że w sezonie ’03, "DaDi" będzie liderem WTS-u Wrocław. Przed wyjazdem na obóz kondycyjny do Cetniewa, klub otrzymał informacje, iż Robert trafił do szpitala z rozciętą ręką. 3 tygodnie nosił gips. Największym szokiem dla kibiców była samobójcza próba byłego IMŚJ z ‘98r. Pewnego dnia próbował powiesić się w piwnicy swojego mieszkania. Dziwnym trafem jego małżonka, Agnieszka zeszła na dół i znalazła Dadosa. Trafił on szybko do szpitala, a lekarz stwierdził, że eks-mistrz musiał wisieć ok. 3 minut i doszło do poważnego niedotlenienia mózgu. Na jaw wyszło również, ze była to druga próba samobójcza. Pierwszy raz podciął sobie żyły i tętnice szyjne. Te informacje ujawnił zarząd WTS-u pod naciskami mediów i kibiców. Po wyjściu ze szpitala, czuł się już "lepiej" pod względem psychicznym. Fizycznie nie było żadnych zastrzeżeń. Przypisano Mu leki przeciwdepresyjne. Otoczony był opieką ze strony klubu. Przeszedł wszystkie potrzebne badania lekarskie i mógł bez żadnych problemów ścigać się na extraligowych torach. Jego wyniki były z meczu na mecz coraz lepsze. 15 czerwca wygrał memoriał im. Rifa Saitgariejewa.

Ostatni raz w GP wystąpił na stadionie Ullevi (Kopenhaga). 28 czerwca 2003r. wystartował z 28 numerem na plastronie. Zdobył wtedy skromne 3 punkty i nie awansował do serii głównej zawodów. Potem było już coraz gorzej. Startował, gdzie się da tylko po to, aby zarobić trochę pieniędzy na zimę. Ostatnie zawody w swojej karierze objechał w Ostrowie. W walce o Łańcuch Herbowy wygrał tylko jeden wyścig pokonując Jędrzejaka, J. Rempałę i Kwiatkowskiego. Łącznie uzbierał 6 oczek co dało Mu 10 miejsce. Przed sezonem ’04 postanowił wrócić na "stare śmieci", czyli do Lublina, gdzie zaczynał poznawać tajniki żużla od podstaw. Swojego meczu w Lublinie już nie objechał…


"Gdy ktoś kto Mi jest światełkiem, gaśnie nagle w biały dzień …"

23 marca 2004r. ok. godz. 18:00 po raz trzeci targnął się na Swoje życie. Tym razem ta próba była udana. Kilka minut po wyjściu z domu, jego Matka, pani Małgorzata, znalazła go wiszącego w budynku gospodarczym. O godzinie 18:40 trafił na OIOM przy al. Kraśnickich w Lublinie. Przez cały tydzień leżał w śpiączce, a kibice z Polski modlili się o szybki powrót do zdrowia dla Roberta. 30 marca 2004r. problemy Dadosa na tym świecie skończyły się. Nad ranem lekarze stwierdzili, że "DaDi" nie żyje. To był cios dla kibiców i zarządu z Lublina, ale najbardziej dla jego żony Agnieszki, synka Denisa i rodziny. Pogrzeb odbył się 2 kwietnia w Garbowie. Na uroczystościach pogrzebowych byli prezesi z Wrocławia, Grudziądza i Lublina. Zawodnicy, przyjaciele z którymi Robert przebywał na torze i poza nim. Przed tym feralnym wydarzeniem wszyscy mieli nadzieję, że w meczu właśnie z GTŻ Grudziądz, "DaDi" pokaże iż może dalej ścigać się jak przed kilkoma laty.


źródło: inf.własna + fragmenty książki "Dadi - przerwany wyścig"

Katarzyna Biskup

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!