Gdy motor powie PAS

logo-moim-zdaniem

Czarny sport ma to do siebie, że jedzie żużlowiec i jedzie jego maszyna. Najpiękniej jest wtedy, gdy tworzą oni jedność. Motocykl ma zły dzień? No cóż, to praktycznie oznacza, że zawodnik też nie zaliczy go do udanych. Bez dobrze spasowanego motocykla bowiem ani rusz.

 

Mecz trwa w najlepsze. Drużyna wygrywa lub nie. Jeśli nie, tym gorzej dla zawodników punktujących tego dnia zdecydowanie słabiej niż można byłoby się po nich spodziewać. Do głowy napływa wtedy jedno, zasadnicze pytanie: dlaczego? Przyczyn niezadowalającej postawy może być wiele. Zły dzień, załamanie formy, za gorąco, za zimno itp. Jest jednak jeszcze jedna odpowiedź i często najtrafniejsza: sprzęt odmówił posłuszeństwa. Niestety w takim przypadku żużlowiec ma niewielkie pole manewru.  

Wystarczy, nawet nie wyobrazić sobie, a przypomnieć kilka sytuacji, w których na pierwszy rzut oka widać, że żużlowiec toczy bój nie tylko z rywalami o punkty, ale i z własnym sprzętem. Wyjeżdża do biegu. Coś nie gra, więc decyduje  się na drugi motor, rusza…BUM. Widać iskry. Spadł łańcuch. Szybka przesiadka z powrotem na sprzęt, który, co tu dużo mówić, przed chwilą okazał się tym słabszym. Inna sytuacja. Do biegu pozostaje kilkanaście sekund. Zawodnik podjechał pod taśmę maszyny startowej. Wszystko ładnie, pięknie. Pełne skupienie. Jeszcze chwila i taśma pójdzie w górę. 3…2…1… poszła!  Zawodnicy wyjeżdżają, ale jeden z nich zostaje. Defekt motocykla. Koniec biegu jeszcze przed jego rozpoczęciem. Bywa też tak, że żużlowiec jedzie już trzecie okrążenie na pierwszej pozycji. Fantastyczne wyjście ze startu sprawiło, że rywale oglądają plecy. Jeszcze kilkanaście sekund i będzie można zapisać trójkę na koncie. Jednak, gdy jest już naprawdę blisko i zostaje jedno okrążenie, motor staje. Do mety dojeżdża ostatni. Jeden bieg to nie aż taka tragedia. Najgorzej jest, gdy problemy sprzętowe stają się pewną rutyną w meczu. Zawodnik wygrywa start, ale później nie może się napędzić na prostej. W jednej chwili jest pierwszy, a w następnej wszystko co mu pozostaje to obserwowanie, mijających go rywali. Jedzie z tyłu. Z każdym okrążeniem traci kolejne metry. Nie czuję swojej maszyny.

Kotłuje się wtedy zapewne w głowie,  a i tak nie jest się w stanie tego obrócić na swoją korzyść. Cały sztab ludzi pracuje na ten sukces. Gdzieś, w którymś momencie, jakiś pierwiastek tej pracy zostaje zachwiany. Często też niezależnie od żużlowca czy jego ekipy. Chociażby temperatura (szczególnie jej wahania jakich doświadczamy w ostatnich dniach) wpływa na pracę silnika i różnie się to potem kończy. Zazwyczaj mechanicy i sam żużlowiec potrafią wszystko dograć, wyczuć maszynę. Czasem jest to na dany moment niemożliwe. Zawodnikowi pozostaje wtedy przyznać, że to co chce dokonać i osiągnąć, i na co wie, że go stać, nijak ma się do rzeczywistości - jazdy i punktów, które lądują na koncie, tak skrzętnie wpisywanych w programy przez kibiców czarnego sportu.  

I tu, na koniec,  mały apel. Drodzy kibice, kochacie ten sport (z resztą tak jak i ja) i zrozumiałe jest, że czasem, gdy zawodnik słabo punktuje emocje mogą wziąć górę. To ludzkie. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice. Żadne wyzwiska, złośliwe komentarze itp. nie wchodzą w grę. Żużlowiec też bywa bezsilny. Szczególnie, gdy robi wszystko, próbuje każdych  przełożeń, a i tak coś nie gra. Maszyna z nim nie współpracuje.  Każdy z Was  na pewno w życiu doświadczył już tego uczucia i to nie raz. Gdy się z całych sił chce, a nie wychodzi. Mówiąc w swoim imieniu, mogę przyznać z ręką na sercu, że jest to jedno z najgorszych uczuć. Niepanowanie nad sytuacją. Nie zazdroszczę. Tym bardziej, że żużlowcy nie robią tych punktów tylko i wyłącznie dla siebie, bo to ich zawód. Jeżdżą jak najlepiej, starają się dla kibiców, którzy przychodzą ich oglądać, którzy też zostawiają na stadionie cząstkę siebie. Łączy Was wiele, w tym najważniejsze KOCHACIE SPEEDWAY. Nie zapominajcie o tym. Czasem warto, banalnie mówiąc, policzyć do dziesięciu i zrobić głęboki oddech. Macie ten sam cel, więc naprawdę więcej wyrozumiałości i empatii. Bez dobrze spasowanego motocykla bowiem ani rusz.

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!