Rozterki żużlowego dziennikarza

logo moim zdaniemOkres Świąt Bożego Narodzenia i oczekiwania na Nowy Rok to także czas pewnych refleksji. Z tej okazji pozwolę sobie na dość osobisty wywód, podsumowujący moją dotychczasową działalność „dziennikarską”. Trzymajcie się mocno swoich foteli…

 

 

Mam dwadzieścia trzy lata. Żużlem interesuję się praktycznie odkąd pamiętam. Swoją „dziennikarską” przygodę zacząłem niespełna cztery lata temu w dziale żużlowym nieistniejącego już portalu sport24.pl. Początkowo pisanie o moim ukochanym sporcie sprawiało mi dużą przyjemność. Starałem się pisać jak najwięcej. Dość często wpadały mi do głowy ciekawe pomysły na nowe teksty. Kompletnie nie przeszkadzało mi, że robię to całkowicie za darmo, a jedynym „bonusem”, na który mogę ewentualnie liczyć są akredytacje na zawody żużlowe.

 

Rozpoczynając „pracę” na portalu zdawałem sobie sprawę, że pewną przeszkodą może być dla mnie wrodzona nieśmiałość i lęk przed ludźmi. Już od najmłodszych lat zdecydowanie łatwiej przychodziło mi przelewanie swoich myśli na papier, czy później na klawiaturę, i to mi poniekąd zostało do dnia dzisiejszego. Podczas zawodów siadałem gdzieś z boku, nie zwracając uwagi na znajdujących się w pobliżu „kolegów po fachu” i spokojnie zajmując się oglądaniem meczu i swoimi obowiązkami. Niektórzy z bardziej doświadczonych dziennikarzy pewnie nie raz zadawali sobie pytanie - co on w ogóle tu robi?!

 

W swoim pierwszym sezonie miałem niestety kilkumiesięczną przerwę wymuszoną przez pewne zdarzenie losowe. Udało mi się jednak wrócić do współpracy z portalem jeszcze przed zakończeniem sezonu i – co najważniejsze – dość szybko odzyskałem zapał do pisania i dzielenia się swoją pasją z czytelnikami. Pomysłów i weny nie brakowało.

 

Na początku sezonu 2013 czułem się dodatkowo wyróżniony, mogąc reprezentować portal podczas kwietniowego Grand Prix Europy w Bydgoszczy. Pod koniec sezonu wydawało się, że serwis, głównie dzięki wysiłkom moich redakcyjnych koleżanek i kolegów (i może także trochę moim) jest w całkiem dobrej kondycji. Pewnego czasu byliśmy nawet stosunkowo blisko nawiązania współpracy z działem żużlowym platformy NC+, odpowiedzialnej m.in. za transmitowanie spotkań żużlowej Ekstraligi. Właściciel był jednak innego zdania. Pod koniec roku zamiast prezentów pod choinkę dostaliśmy informację o likwidacji portalu, ze względu na „niską rentowność portalu”. Aktualnie po wpisaniu w wyszukiwarkę adresu tej strony widzimy jedynie lakoniczny komunikat – Uprzejmie informujemy, że z dniem 31 grudnia 2013 roku działanie serwisu Sport24.pl zostaje zawieszone oraz odwołania do działu sportowego w serwisie Wprost.pl, nie zajmującego się żużlem. Wyobrażacie sobie jak się czułem, kiedy kilku gości z firmy posiadającej serwis, dla których problemem było nawet wyrobienie dla mnie legitymacji bez przekręcania mojego nazwiska, jednym skinięciem palca zabrali mi coś na co pracowałem przez niemal całe dwa lata?! – Jak pies oddany po kilku latach przez właściciela do schroniska… Podobnie zresztą czuły się pewnie moje koleżanki i koledzy z portalu. Ale co kogoś obchodzi jakieś kilkanaście osób, poświęcających niemal każdą wolną chwilę, często zarywających noce, żeby coś napisać, nie mając z tego naprawdę nic oprócz satysfakcji?!

 

Co ciekawe, niektóre moje teksty udaje mi się jeszcze znaleźć na jakimś mało popularnym blogu, którego prowadzenie polega tylko i wyłącznie na kopiowaniu cudzych tekstów – oczywiście bez podania źródła. Wiem, na blogach można sobie wrzucać wszystko, ale z samej ludzkiej przyzwoitości wypadałoby chociaż to źródło podać… Niestety właściciel tego czegoś nie miał nawet na tyle odwagi, żeby zostawić do siebie jakiś kontakt.

 

Wiosną kolejnego roku dzięki uprzejmości Naczelnego wortalu speedway.info.pl oraz rekomendacji mojej dotychczasowej szefowej bez większych problemów znajduję nowe miejsce do pisania. Dość szybko zabieram się do pracy nad kolejnymi tekstami, próbując zapomnieć o tym co się zdarzyło zimą. W trakcie sezonu mam okazję do reprezentowania serwisu podczas kolejnych zawodów rangi międzynarodowej, odbywających się w Bydgoszczy. Z każdym kolejnym miesiącem chęci do pisania jest niestety coraz mniej, toteż ilość moich tekstów mocno spada, w niektórych miesiącach nawet do zera. Jeszcze do niedawna usprawiedliwiałem się brakiem czasu i natłokiem innych obowiązków, jednak teraz wiem, że problem tak naprawdę leży zupełnie gdzieś indziej. Brak motywacji i poczucie braku sensu, tego co robię, towarzyszą mi coraz częściej…

 

Dziennikarze na stadionach żużlowych dość często narażeni są chociażby na kąśliwe uwagi  lub czasem wręcz agresję ze strony przedstawicieli tzw. służb porządkowych. Sam przed pierwszym z tegorocznych meczów na Sportowej, dość nieoczekiwanie zostałem pozbawiony przez przedstawicieli ochrony miejsca na Trybunie Głównej i wysłany na trawę w okolice tzw. „pasa bezpieczeństwa”. Mimo dużego smutku i żalu akceptuję przyznane mi miejsce. Zdaję sobie bowiem sprawę z ogólnej mentalności polskich ochroniarzy, którzy, cytując Kazika z Kultupatrzą wokoło, bo swędzą ich ręcę, kochają bić coraz więcej i więcej… Zachowania ochroniarzy nie umiał nawet do końca wytłumaczyć rzecznik klubu, wspominając jedynie, że - niektórzy pracownicy ochrony nie zostali jeszcze odpowiednio wdrożeni w pracę klubu. Zapewnił jednak, że podobne sytuacje nie powinny mieć już miejsca. No i rzeczywiście nie miały, choć na zakończenie sezonu po meczu Polonii z Lokomotivem Daugavpils nie zostałem wpuszczony do parkingu ze w względu na podobny kolor opaski. Tym razem mam jednak dużo innych spraw na głowie, w związku z czym, nie przejmując się tym zbytnio wracam do domu i zabieram się za pisanie relacji i inne obowiązki. Po prostu następnym razem będę pamiętał, żeby zabrać ze sobą na stadion kredki, choć nie wiem, czy to wystarczy…

 

Oczywiście nie jestem jedyną osobą traktowaną przez ochronę w taki a nawet dużo gorszy sposób. Coraz częściej dochodzi do przepychanek słownych i nie tylko pomiędzy przedstawicielami ochrony a dziennikarzami. Bo w końcu który z ochroniarzy choć raz pomyśli, ile wysiłku wkładają te osoby w promowanie czarnego sportu na łamach mediów? Oczywiście dużo łatwiej jest uznać kogoś takiego za złodzieja, okradającego klub z akredytacji…

 

Wiem, co sobie o mnie teraz myślicie… Nie pisałem nic od kilku tygodni, a teraz zamęczam Was jakimś stekiem bzdur, i to jeszcze w okresie świątecznym, kiedy macie dużo ciekawsze zajęcia niż czytanie wypocin jakiegoś marnego dziennikarzyny. Tekst zapewne nie spodoba się też Naczelnemu, możliwe nawet, że niedługo zniknie z portalu (oj przepraszam – wortalu!). Bo kogo obchodzi ile czasu i energii kosztowało mnie napisanie tych "wypocin"? Sam nie wiem, czy jest to dobre miejsce na wylewanie swoich żali… No cóż, jeżeli kogoś uraziłem to bijcie, straszcie sądem, nasyłajcie na mnie nożowników i płatnych morderców… Jak to śpiewa Wojtek Łuszczykiewicz z zespołu Video – jest mi doskonale wszystko jedno

 

Pewnie się zastanawiacie, że skoro tyle narzekam, to dlaczego jeszcze nie zrezygnowałem z dalszego pisania tutaj. Tak naprawdę trzyma mnie tu tylko jedno – miłość do żużla – miłość chora, ale trwała.

 

Jakiś czas temu mój sąsiad, mający znacznie większe doświadczenie w dziennikarstwie namawiał mnie do spróbowania swoich sił w jakiejś „ambitniejszej” redakcji. Myślę o tym nie raz, ale która „ambitniejsza” redakcja chciałaby u siebie kogoś takiego? Zresztą po opublikowaniu tego tekstu możliwe, że zostanę pozbawiony raz na zawsze publikowania czegokolwiek. Coś w stylu – jak Ci się nie podoba, to wynocha! Trudno, jakoś sobie z tym poradzę! Zresztą - jak odchodzić to z hukiem!

 

Na zakończenie chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, a w nadchodzącym Nowym Roku samych pozytywnych doznań i niezapomnianych emocji na stadionach żużlowych. Żużlowcom życzę przede wszystkim bezkolizyjnej jazdy, działaczom rozsądnego zarządzania klubowymi budżetami, redakcyjnym kolegom dużo pomysłów na ciekawe teksty oraz  spełniania swoich dziennikarskich (i nie tylko) marzeń, Naczelnemu i zastępcy siły do dalszego zarządzania serwisem, a pracownikom ochrony spokoju i zadowolenia z pracy!

 

źródło: informacja własna

Radosław Paradowski

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!