Sztuczny kibic

logo moim zdaniemW każdej dziedzinie sportu znajdą się kibice, miłośnicy i zapaleńcy dla których pewna dyscyplina jest nie tylko pasją, ale i sensem życia. Oczywiście są też tacy dla których „kibicowanie” znaczy tyle co nic. Moja przygoda ze speedwayem rozpoczęła się  w 2006 roku i już w pierwszym meczu stałam się prawdziwym kibicem.

 

 

Być kibicem

Co znaczy być kibicem naprawdę? Można wysnuć kilka wniosków, które określałby wzorowego kibica, z pewnością byłoby to:  kibicowanie swojej drużynie, dopingowanie, branie udział w akcjach charytatywnych, być z drużyną na dobre i złe, wspieranie zawodników.  Wymienione pozycjie wydają się wręcz banalne. Jednak nie dla każdego…

Dlaczego postanowiłam opisać „sztucznego kibica”? Otóż w sporcie żużlowym bywa bardzo różnie.

 

„Zjadacz słonecznika”

Pierwszy typ kibica, którego można spotkać na stadionie to specjalista od rozłupywania słonecznika. Oczywiście nie mam nic do osób, które podczas meczu delektują się  tymi ziarenkami. Chodzi o to, że pewnego dnia ujrzałam dość specyficzny obraz. Otóż pewien Pan siedzący kilka krzesełek ode mnie zamiast „fascynować” się meczem wolał sobie w spokoju oskubać kolejne ziarenko. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że wszyscy kibice oglądali bieg na stojąco, zatem „zjadacz” słonecznika nie ujrzał fascynującej walki na torze.  Widocznie tak mu było dobrze. Tylko moje pytanie brzmi. Co on w takim razie robił na meczu żużlowym?  

 

A w jakich kaskach jadą?

Wydaje się, że osoby które idą na żużel mają minimalną wiedzę na temat związany z rozgrywaniem zawodów. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ pamiętam swoje początki. Przed zawodami wypytałam się dokładnie na czym to polega, w jakich kaskach jadą zawodnicy miejscowi, jak punktowane są pozycje. Zatem na pierwszym meczu wiedziałam wszystko, co najważniejsze. A teraz? A teraz jest zupełnie inaczej. Kolejny przykład, który usłyszałam będąc na stadionie to rozmowa kobiety i mężczyzny. Brzmiała następująco:  „ten w żółtym kasku to nasz nie?”, „nie nasi jadą w czerwonym i niebieskim zawsze na domowym torze”,  „co znaczy na domowym torze?”

Rozumiem, że żużel to sport motorowy i bardziej przemawia do męskiej populacji, ale… Czy nie powinniśmy podstawowej wiedzy przekazać wcześniej? Zdecydowanie lepiej gdy „nowicjusz” dowiaduje się przed meczem jakie obowiązują zasady. Z pewnością lepiej oglądałoby się takiej osobie zawody.

 

Wyp**** Ty złodzieju

Niesyty musze poruszyć jeszcze ważny według mnie temat. W sporcie obojętnie czy jest to, siatkówka, piłka nożna, ręczna czy żużel następuje „wymiana” zawodników. Z tym bywa różnie, czasem jeden żużlowiec potrafi bronić barwy macierzystego klubu przez kilka lat swojej kariery, inny zmienia klub co sezon, a inny w zależności od tego gdzie ma propozycje jazdy. Jest to zjawisko normalne. Jednak nie wszyscy to potrafią zrozumieć i uszanować. Otóż zdarzają się sytuacje, gdy jakiś zawodnik przywiązuje się do danego klubu i kibiców.  Pewnego dnia zmienia barwy klubowe, być może w pewniej mierze niezależnie od niego, (sprawy finansowe lub jakieś nieporozumienia na linii zarząd-zawodnik). Wydaje mi się, że prawdziwy kibic powinien to uszanować i mieć dobre wspomnienia z jeźdźcem, który zbierał dla jego drużyny punkty. Niestety tak się nie dzieje. Często kibice mają pretensje do zawodników o coś, co nie zrobili lub uważają ich za sprzedawczyków, frajerów etc.  Zdarza się, że kibice wykrzykują w stosunku do nich obraźliwe zwroty. Strasznie mnie to wkurza… Nie potrafię zrozumieć takiego zachowania. Takiemu kibicowi „nie dogodzi”. Wiele razy widziałam takie postepowanie i nie potrafiłam zrozumieć, co kieruje takim „sztucznym” kibicem. Bo czy normalny pasjonat speedwaya życzy najgorzej? Przecież żużlowcy narażają swoje życie dla Twojej pasji, zachcianki czy też odskoczni od rzeczywistego świata, a Ty nie szanujesz jego decyzji… 

 

A kto wygrał mecz?

A na koniec jak to zawsze bywa musi znaleźć się „wisienka na torcie”. Tą wisienką są zupełnie przypadkowe osoby, które być może znalazły się na stadionie z różnych przyczyn lub sama nie wiem dlaczego… Otóż na ostatnim meczu słowa, które usłyszałam po zakończonym spotkaniu ”wbiły” mnie w mur.  Dwie kobiety w średnim wieku dyskutowały sobie co było dziś fajnego na zawodach. Po pewnym czasie jedna rzekła:  „Słuchaj, a kto w ogóle wygrał.” „A nawet nie wiem.” Nastąpił śmiech obu rozmówczyń, po czym pewien Pan, który stał obok nich powiedział wyniki spotkania. Po chwili kobieta rzekła do koleżanki: „o to napisze znajomym że wygraliśmy, a co niech wiedzą, że byłam na żużlu.” Nie sądziłam, że będę świadkiem takiej pustej rozmowy. I tu znów zastanawiam się, po co taki kibic na trybunie?

Można by rzec, że przynosi dochody. Niby tak, ale czy warto tracić czas, na coś o czym się nie ma podstawowej wiedzy? Kolejna istotna rzecz to szacunek dla zawodników i innych kibiców, którzy rzeczywiście przyszli oglądać ciekawe widowisko a nie „sztucznych” kibiców, którzy czasem przeszkadzają…

 

Nie wiem czy sztuczny kibic jest dobry czy zły? Nie mogę do końca tego ocenić, wydaje się, że ta kwestia będzie zagadką. W moim odczuciu pewne zachowania są rażące i żenujące. Mimo to taki „sztuczny” kibic z pewnością znajdzie się na każdym żużlowym stadionie. Pytanie po co? Nie wiem…

 

Źródło: inf wlasna 

Karolina Sobczuk

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!