Amatorskie pasje

inne po starcie2Żużel - sport dynamiczny, nieprzewidywalny, niebezpieczny, wymagający sporo poświęceń, pochłaniający duże ilości czasu, a przede wszystkim pieniędzy. Traktując speedway jako sposób na życie, dołączając do tego dobre wyniki oraz pomoc sponsorską, można żyć na wysokim poziomie materialnym. Jedyne na co nie ma się w 100% wpływu to kontuzje, które nierozerwalnie są z tym sportem połączone. Mimo wysokiego ryzyka nie brakuje zawodników amatorów czarnego sportu, którzy między obowiązkami życia codziennego znajdują czas na to, aby przygotować sprzęt, założyć kevlar i pokręcić kilka kółek na swojej żużlowej maszynie. Wszystko w ramach przyjemności, a nie w myśl wzbogacenia się. Wszystko po to, by spełnić jedno ze swych marzeń. Poznajcie historie czterech śmiałków, którym motocykl bez hamulców nie jest ani obcy, ani straszny.



Zawodowo, na żużlowych torach ścigają się bracia Pawliccy, Jabłońscy czy Łagutowie. Na torze w Lginiu (miejscowość w woj. lubuskim - ok 20 km od Leszna) spotkać można braci Durkowiaków z Brenna. Mateusz (26 lat) rozpoczął przygodę z żużlem w październiku 2013 r., a Szymon (24 lata) w marcu roku kolejnego. Pierwsze próby jazdy czy nauka obsługi technicznej motocykla odbywały się na domowym podwórzu. Tak jak wcześniej było już wspomniane, kontuzje to nierozłączna część żużla o czym doskonale przekonał się młodszy z braci. Rok temu w kwietniu, po miesiącu jazdy, Szymon nabawił się kontuzji - złamał obojczyk. Ból i uciążliwy gips nie zniechęciły go jednak do dalszego kręcenia kółek. Gdy tylko ślady po urazie zniknęły, Szymon wrócił do jazdy. Chłopaki najczęściej trenują na torze w Lginiu, którego właścicielem jest Tomasz Dutka - również zapalony zawodnik amator. Zdarzają się też wyjazdy na inne tory: do Zielonej Góry, Ostrowa Wielkopolskiego czy Leszna. Mateusz dwukrotnie spróbował swoich sił w zawodach amatorów. Rok temu w Śremie zajął wysokie V miejsce, natomiast kilka tygodni temu (11 lipca) stanął na najwyższym stopniu podium podczas rywalizacji w Ostrowie Wielkopolskim. Podczas tych zawodów, kiedy na torze prezentował się starszy z braci, można było usłyszeć głosy - Ten chłopak przebrany za Zengiego jeździ lepiej niż niektórzy nasi juniorzy. (Mateusza porównano do Grzegorza Zengoty ponieważ jeździ w odkupionym od niego kevlarze). Dodatkowo trzeba zaznaczyć, iż zawodnik "wykręcał" najlepsze czasy dnia. Szymon jak na razie nie podjął decyzji o wzięciu udziału w zawodach. Jak sam stwierdził: Co do zawodów to na to przyjdzie jeszcze czas. Najpierw trzeba się nauczyć w stu procentach panować nad maszyną. Aby w ogóle przystąpić do jakieś rywalizacji czy treningu trzeba odpowiednio przygotować sprzęt. Umycie, wymiana i regeneracja części pochłania kilka godzin. Podczas prac bracia konsultują się między sobą i udzielają sobie rad, jednak każdy z nich działa na własny rachunek. Potrzebne części zamienne przeważnie nabywają u zawodników, z którymi czasami spotykają się na treningach.

Szymon2Szymon Durkowiak swoją przygodę z żużlem zaczął w marcu 2014 roku. Pierwsze kółka kręcił na torze w Lginiu.

MateuszD1Podium II edycji Turnieju Żużlowców - Amatorów w Ostrowie Wielkopolskim (11 lipca 2015). Na najwyższym stopniu podium - Mateusz Durkowiak.

Andrzej Wnęk, urodzony w 1974 roku, jest najstarszy wśród naszych bohaterów. Przygodę z motocyklem żużlowym rozpoczął w kwietniu zeszłego roku. Mimo dość krótkiego doświadczenia ma na swoim koncie już "odjechane" dwa turnieje. Ale po kolei. Andrzej na co dzień zajmuje się sprzedażą artykułów elektrotechnicznych oraz od 12 lat gra w zespole muzycznym. Jest mieszkańcem Kargowej (woj. lubuskie) i to właśnie w okolicach rodzinnej miejscowości po raz pierwszy spróbował swych sił na motocyklu żużlowym. Nie był to jednak odpowiednio przygotowany tor żużlowy, a polna nawierzchnia. Przygoda zaczęła się na nieprzygotowanych do tego typu sportu nawierzchni, a obecnie Andrzej często trenuje w Lginiu. W odpowiednim przygotowaniu sprzętu pomaga mu brat Grzegorz. Chęć rywalizacji i sprawdzenia swych umiejętności w konfrontacji z innymi zawodnikami zaowocowała decyzją o wzięciu udziału w zawodach na dochodzenie, które 11 lipca były organizowane w Ostrowie Wielkopolskim. Rywalizacja zakończyła się z dorobkiem 4 pkt., które dały 14 miejsce. Tydzień później odbył się turniej spod taśmy - Skrzydlewska Cup 2015 - Łódź. Dorobek punktowy Andrzeja był już nieco lepszy (7 "oczek"), który w końcowych rozrachunku dał 10 miejsce.

Andrzej2

Sprzęt musi być zawsze przygotowany perfekcyjnie. W tej kwestii Andrzej zawsze może liczyć na pomoc brata Grzegorza.


Mateusz Kozanecki, mieszkaniec miejscowości Ociąż (okolice Ostrowa Wielkopolskiego), ma 22. lata i jest najmłodszym bohaterem owego tekstu, jednak jego przygoda z motocyklem żużlowym jest najdłuższa. Zaczęła się ona w sierpniu 2011 roku kiedy to Mateusz wyjechał na tor w Śremie na własnoręcznie zrobionym motocyklu żużlowym z silnikiem WSK175. Po raz pierwszy na klasycznym motocyklu żużlowym jeździł w listopadzie tego samego roku dzięki uprzejmości zawodników z AKŻ Sparta Śrem. Niestety od jakiegoś czasu na śremskim owalu nic się nie dzieje. W związku z tym Mateusz wraz z innymi zawodnikami amatorami uczęszcza na tor w Dalabuszkach, gdzie na co dzień trenują również zawodnicy Tasmania Racing. Kilka razy w roku wyjeżdżamy także na tor w Ostrowie. - dodał Mateusz, który na co dzień jest studentem. W lipcu pomyślnie ukończył filologię polską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, a naukę zamierza kontynuować na dziennikarstwie, oczywiście sportowym. Ta dziedzina nie jest już Mateuszowi obca ponieważ od 5 lat pisze artykuły o żużlu i m.in. prowadzi stronę ostrowskiego klubu. Udaje się również znaleźć czas na rywalizację na torze z innymi amatorami sportu żużlowego. Debiut był podczas Pikniku Żużlowego w Śremie. Później był trening punktowany na Kawczu w Śremie oraz dwa turnieje w Ostrowie Wielkopolskim gdzie Mateusz był współorganizatorem. Na ten sezon mam jeszcze w planach start na dochodzenie w Bydgoszczy i spod taśmy w Zielonej Górze. Będzie to mój debiut w tego rodzaju rywalizacji. - zdradził zawodnik. Do prac przy sprzęcie podchodzi bardzo profesjonalnie - Drobne naprawy wykonujemy samodzielnie z tatą, który również jeździ amatorsko. W przygotowaniach pomaga nam także Jarek Wawrzyniak. Większych remontów dokonuje niezawodny Leszek Stefankiewicz z Gniezna. - podsumował Mateusz.

MateuszK1Mateusz pierwszą sesję autografów ma już za sobą :) .


Każdy z bohaterów owego tekstu ma inny bagaż życiowych doświadczeń. Podobnie jak my muszą stawiać czoła problemom codzienności. Najważniejszy jednak jest fakt, iż w zgiełku rutyny i przyzwyczajenia, marzenia stają się faktem. Bowiem chcieć znaczy móc. Nie ważne ile ma się przeżytych wiosen, czym zajmujemy się zawodowo. Ważne jest to by mieć marzenia i sukcesywnie dążyć do ich spełnienia. Jak mówi stare porzekadło: chcieć znaczy móc!

źródło. inf. własna + fotografie z prywatnych zbiorów bohaterów tekstu

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!