Dziesiątka na miarę dziesiątki

inne wyscig2Koniec czerwca to czas pierwszych podsumowań. Za nami już połowa kalendarza, skończył się kolejny rok szkolny i akademicki, pożegnaliśmy już zimę i wiosnę. Nas jednak bardziej interesuje aspekt żużlowy, bo także w czerwcu kończy się pierwsza faza rundy zasadniczej PGE Ekstraligi. Jest to zatem najlepszy pretekst, by jednym nieco schlebić, a innym pogrozić palcem.

 

Choć perspektywa grożenia palcem wydaje się być bardzo kusząca, to jednak w tym tekście zajmę się samymi pozytywami. A konkretnie tymi zawodnikami, którzy po trzech miesiącach ligi okazali się być transferowymi strzałami w dziesiątkę. I skoro strzał w dziesiątkę, to zawodników w moim zestawieniu też będzie dziesięciu.

Najsprawiedliwiej zacząć od drużyny, która przewodzi w ekstraligowej tabeli. Fogo Unia Leszno, choć jako jedyna ma na swoim koncie komplet rozegranych meczów, to i tak w klasyfikacji przewodzi zasłużenie, bowiem nawet najbliższy mecz Wrocławia (zakładając, że będzie dla Sparty wygrany) nie usunie „Byków” z pozycji lidera. Można zatem śmiało stwierdzić, że Leszno jest w tym sezonie w dużym gazie, mimo iż względem poprzedniego roku doszło właściwie do niewielkich zmian w składzie. Ale jakże skutecznych! Mowa tu przede wszystkim o zakontraktowaniu Emila Sajfutdinowa, o którego przed sezonem zabiegał nie jeden klub. Rosjanin niezmiennie od kilku lat jest apetycznym kąskiem na transferowym targu. I nie powinno to w żaden sposób dziwić, skoro Emil każdy kredyt zaufania spłaca z dużą nawiązką. Jest po prostu niezawodny, co potwierdzają jego wyniki niemalże w każdym meczu. Z takimi zawodnikami w drużynie kibice Unii mogą być spokojni o medalową przyszłość.


DSC 0060Tak jak można się było tego spodziewać, zakontraktowanie Sajfutdinowa przez Leszno było znakomitym posunięciem

 

Na drugim miejscu w tabeli, z solidnym dorobkiem 12 punktów, utrzymuje się Betard Sparta Wrocław. Dla wielu jest to pewnego rodzaju niespodzianka, którą tłumaczą meczami na własnym torze. Rzeczywiście „Spartanie” już niedługo będą musieli rozstać się z rodzimym Olimpijskim i powalczyć o punkty na wyjazdach, co bez wątpienia jest zadaniem trudniejszym. Nie można jednak zaprzeczyć, że wrocławska drużyna jest w tym roku naprawdę silna i skuteczna. Obok „starych” i zasłużonych riderów, Piotr Baron postawił zawodników młodych i perspektywicznych. Oboje pozyskani zostali z upadłej spółki CKM Włókniarz SA. Mowa tu oczywiście o Michaelu Jepsenie Jensenie i Maksymie Drabiku. Zarówno jeden jak i drugi znakomicie realizują pokładane w nich nadzieje. „MJJ”, mimo zaledwie 23 lat, jest już żużlowcem na miarę światowej czołówki (co potwierdza nie tylko w polskiej lidze, a także w SGP). Maksym natomiast, ze swoją ułańską fantazją odziedziczoną po ojcu, jest solidnym punktem w juniorce Wrocławia.

Pozostając w temacie byłych jeźdźców Włókniarza przechodzimy do klubu z Torunia. Atutem „Aniołów” jest młoda i waleczna drużyna z kosmicznym Grigorijem Łagutą. „Grisza”, podobnie jak jego rodak Emil, również jest jednym z najbardziej rozchwytywanych zawodników w polskiej lidze. Po odebraniu licencji klubowi z Częstochowy stało się jasne, że to właśnie o niego będzie się toczyć najzacieklejszy bój. Zwycięsko wyszedł z niego KS Toruń, co bez wątpienia cieszy tamtejszych kibiców. Łaguta, jak dotąd, wydaje się być bowiem najpewniejszym punktem toruńskiego teamu. Oprócz niego, należy również zwrócić uwagę na Jasona Doyle’a. Australijczyk to bez wątpienia odkrycie sezonu 2015. Jako niemłody już (30 lat) debiutant w Ekstralidze i GP oczarował chyba każdego fana czarnego sportu. Doyle jest szybki, waleczny, rozważny, a przy tym skuteczny. Jego jazda jest na tyle pasjonująca, że po każdym jego występie chciałoby się powiedzieć: „Więcej!”.


tor rzesz 6Jason Doyle (z prawej) to bez wątpienia największe odkrycie tegorocznego sezonu. Na zdjęciu z Jackiem Gajewskim, menadżerem KS Toruń

 

Na tą chwilę, najmniej rozegranych meczów na koncie ma Falubaz Zielona Góra. Podczas gdy pełne dziewięć spotkań rozegrała Unia Leszno, tak „Myszy” odjechały do tej pory zaledwie sześć. Stąd też należy im się uznanie, że przy tak małej liczbie zawodów, w tabeli plasują się na czwartym miejscu. W ogóle należy sprawiedliwie oddać, że zielonogórzanie mają w tym sezonie sporo pecha. Kontuzjowany był już Andreas Jonsson, podczas DPŚ fatalny uraz zanotował lider – Jarosław Hampel, a i zawodnik, którym chciałabym się bliżej zająć, miał do tej pory nieco problemów. Chodzi oczywiście o Grzegorza Walaska, który do swojego rodzimego klubu przeszedł z Włókniarza. „Greg”, choć do grona najmłodszych żużlowców już się raczej nie zalicza, to dalej pod względem jazdy jest klasą samą w sobie. W tym sezonie miał na swoim koncie „dziesiątkę” i „dwunastkę”, będąc tym samym liderem drużyny w przegranym meczu z Grudziądzem. Niestety, jak już wspomniałam, kontuzje Walaska nie obeszły, więc nie zawsze był w stanie wspomóc swój team. Jeśli jednak dalsza część sezonu przejdzie bez większych problemów, „Greg” (w obliczu braku Hampela) może być najmocniejszym punktem Falubazu.

O ile prowadząca czwórka wydaje się być na tą chwilę niezagrożona, o tyle w drugiej części tabeli jest prawdziwy tłok. Piąte a ósme miejsca dzielą zaledwie dwa punkty. Możliwe więc, że sytuacja na dole klasyfikacji będzie się zmieniać jak w kalejdoskopie. Na razie na szóstym miejscu znajduje się beniaminek – MRGARDEN GKM Grudziądz. Grudziądzanie mogą się pochwalić takim samym dorobkiem jak Unia Tarnów, z którą przed sezonem mieli pewne spięcia, m.in. o zawodnika, który teraz dla GKM-u przywozi cenne punkty. Artiom Łaguta, którego list intencyjny jeszcze długo będzie tematem dyskusji, jest niewątpliwą pociechą dla tamtejszych kibiców. Młodszy z braci punktuje solidnie i regularnie i już nie raz był liderem swojej ekipy. Podobnie jak Krzysztof Buczkowski, który w naszym zestawieniu „Siódemka PGE Ekstraligi” znalazł się już trzykrotnie. Pozyskany nomen omen z Tarnowa jest prawdziwą perełką w składzie Grudziądza. Być może to oni zapewnią GKM-owi upragnione pozostanie w E-lidze. A być może dzięki nim beniaminek powalczy o coś więcej.

 

DSC04969Wyraźnym liderem Grudziądza jest Krzysztof Buczkowski, którego przed sezonem GKM pozyskał z Unii Tarnów

 

Jak to zwykle bywa, na końcu mówi się o tych ostatnich. Tak będzie i tym razem. Niechlubne ósme miejsce w tabeli zajmuje na razie Stal Rzeszów, która w siedmiu spotkaniach zdobyła cztery punkty. Drugi beniaminek może zatem mówić o znacznie mniejszym szczęściu niż GKM, choć i w ich szeregach są dwaj znakomici żużlowcy. Przede wszystkim to Greg Hancock – absolutna ikona i gwiazda speedway’a. O tym, że co roku „Herbie” jest w znakomitej formie nie trzeba nikogo przekonywać. Najlepiej obrazują to jego wyniki, które potwierdzają, że Amerykanin jest jak wino, im starszy tym lepszy. Wtóruje mu młodszy kolega, Peter Kildemand, który w zeszłym sezonie (podobnie jak w tym roku Doyle) był objawieniem Ekstraligi. Choć pierwotnie miejsce „Pająka” miało być dla „Griszy”, to jednak rzeszowianie na zamianę nie mają co narzekać. Tym bardziej, że oprócz skuteczności i waleczności, Duńczyka cechuje także skromność i opanowanie, dzięki czemu szybko zjednuje sobie fanów. Niestety dla „Żurawi”, osamotnieni z Hancockiem nie są w stanie zapewnić Rzeszowowi spokojnego ligowego bytu.

 

źródło: informacja własna, "Siódemka PGE Ekstraligi"

Anna Dudek

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!