Myślenie ma przyszłość

trzeci wirazInteligencja. Cecha podobno najseksowniejsza u kobiet i najbardziej pożądana u mężczyzn. Naukowcy od lat prześcigają się w teoriach na jej temat wyróżniając przeróżne jej rodzaje - od tej związanej ze zdolnością do logicznego myślenia, po determinującą czysto fizyczne aspekty naszego organizmu. Dziś jednak felieton przełomowy. Oto wprowadzam nim nowy rodzaj inteligencji - inteligencję żużlową, która skupi moją uwagę przez większą część trzeciowirażowych rozważań.


Pewnie zastanawiacie się, co tak naprawdę chcę wam przybliżyć. Otóż, obserwując zawody żużlowe od kilku lat coraz bardziej oddalam się od stwierdzenia, że żużlowcy to ludzie bazujący wyłącznie na swojej fizyczności i osiągach motocykli. Są tacy, którzy braki w przygotowaniu sprzętu czy też niedyspozycję spowodowaną niezaleczonymi urazami potrafią zatuszować czymś, co od zawsze i wszędzie miało, ma i będzie mieć przyszłość. Myśleniem.

Niektórzy z was zapytają: "Jak to? Przecież wyścig żużlowy trwa około minuty, gdzie tu czas na myślenie?" Otóż, moi drodzy, czas jest, tylko nie każdy potrafi go umiejętnie spożytkować. A zawodnicy, którzy tę zdolność wyssali z mlekiem matki, zyskują u mnie miano żużlowo inteligentnych. Tego nie można się nauczyć. Można tego wyłącznie zaniechać (tego nie robimy, drodzy ściganci) lub też rozwijać w miarę upływu kariery (to robimy wytrwale i namiętnie). Przejdźmy może do konkretów...

PRZYKŁAD 1: Jak wyprzedzać, kiedy rywal nie popełnia błędów? Żużlowa inteligencja typu ułańskiego.



Zawody w Toruniu w roku 2010 były popisem Tomasza Golloba. Jednak nie zdobyty przez niego wtedy komplet punktów zasługuje według mnie na największą uwagę. Bieg dziesiąty, w którym najwybitniejszy polski żużlowiec przegrywał po starcie z dwoma zawodnikami, jest godny dogłębnego przeanalizowania. Moment ataku na prowadzenie w wykonaniu wychowanka bydgoskiej Polonii zapewne wpędził Jarosława Hampela w niebywałe kompleksy. "Mały" nie popełnił najmniejszego błędu na przedostatnim łuku, ale to Gollob jechał tak, jakby znał każdy centymetr toruńskiego owalu. W pogoni "Chudego" widać było zarówno pasję, jak i to, że przejechanie każdego fragmentu toru było poprzedzone intensywnym procesem myślowym. Dlatego Tomasz Gollob otrzymuje od naszej redakcji wyimaginowany Order Inteligentnego Ułana. Za tę i wiele innych zapierających dech w piersiach, a zarazem z premedytacją zaplanowanych akcji.

PRZYKŁAD 2: Jak przywieźć do mety zwycięstwo będąc wolnym jak komunikacja miejska? Żużlowa inteligencja typu saperskiego (od 45:20).



Bieg czwarty meczu I rundy Enea Ekstraligi sezonu 2014 pomiędzy Betard Spartą Wrocław a Stalą Gorzów. Maciej Janowski po wygranym starcie zakłada swoich rywali i... wlecze się do mety po trzy punkty. Uwierzcie mi, gdybym zamontował do swojego roweru silnik z Rometa, łapałbym się Indywidualnemu Mistrzowi Świata Juniorów sprzed 4 lat na szprycę. Wiem, bo jeździłem po torze Stadionu Olimpijskiego (to ja otworzyłem sezon 2015, a nie żużlowcy, ale o tym wiedzą tylko nieliczni...).  Jako że jest to początek meczu, Duńczyk Niels Kristian Iversen próbuje wyprzedzić Polaka atakami po wewnętrznej lub zaraz za prawym łokciem "Magica". Wrocławianin jednak, jak gdyby nigdy nic, spokojnie jedzie do mety. Momentami ma się wrażenie, że aż za spokojnie. Jego sylwetka ani drgnie, a maniakalne obieranie ścieżki przy krawężniku przynosi spodziewany efekt. Jadący niemal dwa razy wolniej jeździec gospodarzy dowozi do mety cenne zwycięstwo, a Duńczyk może tylko pod nosem powiedzieć: Hore! (dzieci uprasza się o nie sprawdzanie w słowniku znaczenia tego wyrazu). Janowski w tym biegu zachowywał się jak saper, na każdym wirażu przecinając właściwy kabelek. Tymczasowy kapitan Reprezentacji Polski w ostatnich miesiącach regularnie prezentuje swoje umiejętności z zakresu m. in. jazdy parą i umiejętności wybierania odpowiednich ścieżek na torze. Patrząc na jadącego Janowskiego, ma się wrażenie, że widzi się nieco wyższego i mniej przygarbionego Grega Hancocka. Uczeń przerośnie Mistrza?

ANTYPRZYKŁAD: Na tor nie narzekamy, wnioski z przegranych biegów wyciągamy...

Oczywiście, na żużlowych torach wiele jest także przykładów zachowań zawodników, które przeczą domniemaniu używania przez nich w trakcie jazdy zwojów mózgowych (broń Boże, nie zarzucam im w tym momencie głupoty!). Wystarczy, że obejrzycie wszyskie mecze gorzowskiej Stali z tego sezonu (ok, nie pastwmy się nad wciąż aktualnymi Mistrzami Polski) bądź też mecz Betard Sparty z FOGO Unią z ostatniej rozegranej ligowej kolejki. Abstrahując od pecha, jaki dotknął na początku spotkania drużynę gości, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że "Byki", tak jak do meczu we Wrocławiu potrafili na wyjazdach wyciągać wnioski z popełnianych błędów i je korygować, tak na Stadionie Olimpjskim powielali je w sposób wręcz zatrważający. Widok jadącego w kolejnych biegach bez pomysłu środkiem toru Nickiego Pedersena wyprzedzanego później przez pilnujących korzystnej ścieżki wrocławian powodował, że na usta cisnęło się pytanie: "Czy jest na pokładzie menedżer? Niech ktoś tym zawodnikom przetrzepie, nomen omen skórę!". Tor tak prosty w odczytaniu, że aż trudny? A może to saper Janowski nagrodzony już przeze mnie w tym sezonie w trakcie jednego z meczów nagrodą im. Matki Polki za opiekuńczą jazdę parą z Maksymem Drabikiem zmaterializował swoją inteligencję np. w butelce wody i poczęstował nią kolegów? Eksperci (także ci pseudo) skupili się po meczu na aspekcie nawierzchni toru ocenionego przez oficjeli przed meczem na 5, a po na 4. Nie jeden student chciałby widzieć takie liczby po spojrzeniu w swój indeks...

RYSA NA KALIFORNIJSKIM SZKLE

Wtorkowe mecze Elitserien przyniosły raczej spodziewane rozstrzygnięcia, ale większą od nich uwagę przykuło to, co z Nickim Pedersenem zrobił Greg Hancock. Dałbym sobie rękę uciąć za to, że Amerykanin nigdy nie rzuci się na rywala z pięściami. Dobrze, że jednak nie byłem na tyle odważny, bo po zabiegu amputacji kończyny kolejne teksty musiałbym zaczynać pisać dwa tygodnie przed opublikowaniem, a i niektóre osoby z mojego najbliższego otoczenia żartobliwe do tej pory groźby powieszenia mojej skromnej osoby zamieniłyby być może w czyn. Gra zatem świeczki nie warta. We wtorkowy wieczór miarka u "Herbiego" się przebrała, choć moje przeczucie, któremu czasem zdarza się zwęszyć prawdę, mówi mi, że genezy wybuchu gniewu u Hancocka należy doszukiwać się jeszcze w czymś innym, może nie do końca związanym ze sportem. Kara dla Jankesa dyskusji nie podlega, mnie jednak martwi coś innego. Obawiam się, że w najbliższym czasie Nicki Pedersen będzie miał delikatnie mówiąc "niewąsko" z resztą środowiska, które wyraźnie opowiada się po stronie Amerykanina. Pamiętacie rok 1995 i bokserski cios Craiga Boyce'a wymierzony w Tomasza Golloba? Co łączy te dwa wydarzenia? Zrzutka na karę finansową dla winowajcy. Jednoznaczne opowiedzenie się za oprawcą. Chęć, by ofiara miała przed startem zawodów kolokwialnie mówiąc "miękko w kevlarze". Pedersen jednak zapewne nic nie będzie sobie robił z tego zamieszania, paradoksalnie może go to jeszcze bardziej mobilizować. Twardy z niego w końcu skurczyBYK. Sporym nadużyciem byłoby jednak pominięcie jednego niezaprzeczalnego faktu. Za Pedersenem od lat ciągnie się łatka brutala mającego za nic zdrowie rywali i dążącego po trupach do zwycięstwa. I to właśnie ten czynnik wywołał takie, a nie inne reakcje wśród reszty żużlowej braci. Jak to w życiu jednak, żadna z postaci nie jest czarna lub biała. Każda jest jedynym w swoim rodzaju odcieniem szarości. Obecnemu "Powerowi" daleko do tego z pierwszej dekady XXI wieku, choć jego dzika natura nie odeszła kompletnie w niebyt, czego przykłady Duńczyk dostarcza nam co jakiś czas. Zanim opowiecie się po jednej ze stron sporu, odpowiedzcie sobie na jedno kluczowe dla sprawy pytanie: Czy gdyby wasze dziecko wracało z każdej imprezy pijane, to czy bylibyście w stanie uwierzyć mu, że następnym razem nie będzie się zataczać? W takiej właśnie sytuacji (kryzysu zaufania - przyp. red.) co rusz znajdują się zawodnicy, z którymi sympatyczny poza torem (miałem okazję przekonać się osobiście) Duńczyk zbija piątki i życzy powodzenia przed zawodami.

Obyśmy w najbliższej przyszłości nie oglądali kolejnych ekscesów związanych ze zmianą dyscypliny z żużla na MMA. Pamiętajcie, drodzy zawodnicy i kibice. Myślenie ma przyszłość. A jeśli wątpicie, zapytajcie wrocławskiego sapera.

Bartłomiej Przybyłek

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!