Żużlowe "Kinder" Niespodzianki

trzeci wirazCo ma wspólnego Grand Prix w Warszawie i Tampere? Dlaczego polska kinematografia, miesza się w sprawy światowego speedway’a i co łączy Annę Jantar z Gorzowem? Serdecznie zapraszamy do lektury.

 

Po długiej przerwie spowodowanej wyborami na Prezydenta RP itp. Wracamy z naszym cyklem pt. „Trzeci Wiraż”. W dzisiejszym odcinku, wrócimy do tematu Grand Prix na Stadionie Narodowym w Warszawie oraz drugiej rundzie tego cyklu w fińskim Tampere. Zahaczymy również o klub z Gorzowa, który zalicza solidną wpadkę w najlepszej lidze świata oraz wynikach, jakie padają na torach ligowych w Nice Polskiej Lidze Żużlowej.

 

Pomimo, że od pierwszej rundy Grand Prix w Warszawie minęło już niespełna dwa miesiące, to wciąż nie milknie fala krytyki pod adresem Ole Olsena w sprawie przygotowania całych zawodów. Mój serdeczny kolega z Wrocławia, wyraził swoje zdanie na ten temat. Teraz przyszedł czas, abym powiedział coś od siebie. Zasiadając przed telewizorem z pełną miską przekąsek i zimnym napojem chmielowym liczyłem, że zobaczę naprawdę kawał, dobrego speedway’a na naszym „Basenie” Narodowym. Bardzo pragnąłem, aby pożegnać naszego Mistrza Tomasza Golloba, który zakończył rywalizację na arenach zmagań Speedway Grand Prix, jednak nie sądziłem, że zobaczę większy cyrk niż nasz Sejm i Unię „Europejską”. Ciągłe wiadomości od znajomych, którzy zabrali ze sobą ojca, matkę czy chociażby bliskich znajomych były poniżej progu „fatalne zawody”. Osoby, które pierwszy raz chciały zobaczyć kawał dobrego żużla, szybko straciły ochotę na cokolwiek. Rozpadający się tor i brak maszyny startowej, doprowadziły do erupcji wulkanu gwizdów pod adresem organizatorów. Dziękuje Ci Boże, że nie zakupiłem biletu na te „zawody” (jeżeli w ogóle można byłoby nazwać to zawodami). Jednak nie ukrywam, że najbardziej ubolewałem, że Pan Tomasz Gollob został pożegnany przy pustych trybunach. Człowiek, który zrobił tak wiele dla naszego narodowego sportu, nie powinien oglądać pustych trybun. Jeżeli ktoś jest kibicem, to powinien zostać do końca, a nie bawić się w sezonowca, jak połowa „Gimbazy”, która traci zaufanie do swojego klubu jeżeli nie zdobył trofeum Ligi Mistrzów, czy chociażby, nie wygrał ligi w rodzimym kraju.

 

Chwała tym, którzy pozostali do końca i byli wierni. To się liczy. Tak jak rozmawiałem z wieloma znajomymi i powiedzieli otwarcie, że po tym co zobaczyli w Warszawie już nigdy więcej nie będą chcieli wybrać się na chociażby, ligowy mecz w II lidze. Zamiast promować ten waleczny sport, on po prostu jest zabijany na oczach milionów Polaków, ale i nie tylko. Czytając dziś artykuł na jednym z portali internetowych, żużel w Warszawie ma małe szanse na to, aby mógł powrócić do stolicy Polski, ponieważ radni odrzucają projekt budowy stadionu. No pewnie! Lepiej budujmy nowe hipermarkety, które są najlepszą inwestycją w naszym kraju, a i tak pieniądze z podatków, które są odprowadzane idą do budżetu Państwa z którego pochodzi dana sieć sklepów. Ja wiem, że w Warszawie jest tylko (L)egia, bo innego klubu nie ma i nie było, ale żużel w tym mieście jest tak samo potrzebny, jak piłka nożna. Czemu mamy zaniechać historii speedway’a w Stolicy? Może pora przejrzeć na oczy i obudzić się? Jedynym kandydatem do objęcia stanowiska w międzynarodowej federacji żużla FIM jest wspaniały aktor, Bogusław Linda. Rozmowa powinna trwać bardzo krótko:
- Czy jest Pan gotowy stać na straży odrodzonej demokratycznie federacji FIM?
- Bezapelacyjnie do samego końca … Mojego lub jej. Oczywiście połowa „Gimbazy” nawet nie wie, skąd pochodzi ten cytat, bo oni wolą pooglądać „Pisiont Twarzy Grey’a”, czy inne ścierwo, które zatruje im jeszcze bardziej mózgi.

 

Miało być jeszcze o Tampere, jednak tak zdanie na temat Grand Prix w Warszawie pochłonęło mnie wysiłku, że nie widziałem kuriozalnej różnicy pomiędzy pierwszą, a drugą rundą. No może tylko tyle, że maszyna startowa chodziła jak należy, a tor? Jak to tor … Nawierzchnia ściągnięta z Narodowego i rozlatywała się niczym … I tu brakuje mi porównania i tak chyba zostanie. Miejmy nadzieję, że w dalszych rundach nie zobaczymy żadnej kompromitacji „gangu” Olsena.

 

Zostawmy już cały cykl o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata i przenieśmy się do aktualnego, Drużynowego Mistrza Polski, a mianowicie mam tu na myśli klub Stali Gorzów. Sezon 2014 i wielkie świętowanie w Gorzowie. Jazda na czołgu, feta na stadionie, a teraz? Pięć spotkań i pięć porażek z rzędu. Czy po tegorocznym sezonie zamiast świętowania na czołgu, czy innym zmyślonym pojeździe, będzie „radość”, ale na taczkach? „Nic nie może przecież wiecznie trwać”, śpiewała niegdyś w swojej piosence Anna Jantar (świeć Panie nad jej duszą). Z całym szacunkiem rozumiem kibiców, którzy są zniesmaczeni postawą swoich pupili co widać po rezultacie końcowym spotkań w PGE Ekstralidze. I to polskie myślenie, że jak nie ma wyników, to należy zmienić trenera. Może to zawodnicy powinni wziąć się do roboty, a nie zrzucać całą winę na trenera? Patrząc na inne kluby z innych lig nie zauważyłem, aby po dwóch, trzech porażkach zwalniany byłby trener zespołu, a na jego miejsce wskakuje inny, który również został zwolniony za fatalne wyniki u poprzedniego pracodawcy. Jednak jesteśmy krajem, który myśli na odwrót. Może dlatego, że nasze poglądy są narzucane przez (tfu) Unię Europejską.

 

Zakłamania w polskim sporcie są na porządku dziennym. Ubolewam nad tym na każdym kroku, kiedy widzę artykuły, że albo trener nie wywiązuje się ze swoich obowiązku lub zawodnikom odbiła woda sodowa do głowy. Z czasem, to może Prezesi powinni bardziej motywować swoich podwładnych, niż motywować swoje kieszenie, które wylewają spore ilości pieniędzy? Nie chcę tutaj krytykować ich postawy w klubie, bo nie wszyscy są zdolni do tego, aby tylko zasilać swoje konto i mieć „w nosie”, kto będzie trenerem itp. Ale tak jak mówię, to oni powinni również postawić sprawę jasno i nie zwalniać od razu trenera i kontraktować innego, a dać jeszcze jedną szansę aktualnemu. Radość z tego, że Stal podnosi się z dołka po mecz derbowym z Zieloną Górą, gdzie przegrywają sześcioma punktami, to powód do uśmiechu na twarzy? No cóż, jak wcześniej wspominałem. To jest nasze polskie myślenie. Zastaw się, a postaw się. Daj Boże, aby Gorzów mógł wrócić na fotel lidera, chociaż może okazać się to bardzo trudne. Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Czas pokaże, jak to wszystko się rozwiąże. Sondaże mogą mówić, że Stal spadnie na zaplecze Ekstraligi. Tylko jak wiemy one są zakłamane, tak samo, jak podczas wyborów prezydenckich, że pewny wygranej może być jeden z  kandydatów. Ale to już zostawiam dla Państwa, abyście mogli sobie na spokojnie sobie to przeanalizować.

Dominik Pruchnicki

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!