Dziś pytanie, w niedzielę odpowiedź

trzeci wirazPo dość niemrawym kwietniu, skandalu w Warszawie i dzięki ułożeniu terminarza rozgrywek, liga nabierze rozpędu dopiero teraz. Po rozegranych dwóch kolejkach Ekstraligi o ośmiu drużynach wiemy tyle, co nic. Żaden z zespołów, który odnosił meczowe zwycięstwa nie zachwycił zbyt szczególnie. Jedyną drużyną, która urwała punkty rywalowi na jego torze jest ekipa z Wrocławia, jednak ona dwa tygodnie później dostała srogi łomot od Żurawi, które przed sezonem uchodziły wśród ekspertów za ptaki-nieloty. Najbliższa niedziela udzieli nam odpowiedzi na kilka pytań. Oto niektóre z nich...



Czy Piotr Paluch straci pracę po niedzielnym spotkaniu w Gorzowie?
Nie. I to niezależnie od wyniku spotkania Stali Gorzów z leszczyńską Unią. Mistrzowie Polski mają nóż na gardle. Jeśli nadal będą tak cieniować, to już za 11 miesięcy będą mieć najładniejszy stadion... w Nice Polskiej Lidze Żużlowej. Zasada "zwycięskiego składu się nie zmienia" póki co odbija się na Zawarciu czkawką. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Stalowcy mają bodaj najmocniejszy w lidze atut własnego toru z kopniętym geometrycznie drugim wirażem i nawierzchnią, która niejednemu jeźdźcowi drużyny przeciwnej śniła się w nocnych koszmarach i zostawała między zębami przez kilka najbliższych dni.

Czy zespół z Leszna wywiezie z Gorzowa dwa punkty?
Raczej nie. Tak naprawdę nie znamy jeszcze siły ekipy Adama Skórnickiego. Dwa mecze u siebie, w tym jeden z niezbyt wymagającym rywalem z Grudziądza koloryzują nieco obraz aktualnych Wicemistrzów Polski. Poza tym nie wiemy, jak po kontuzji spisywać się będzie Emil Sayfutdinov i czy Skórnicki dokona dobrego wyboru zawodnika startującego pod numerem drugim. Blado widzę na trudnym technicznie gorzowskim obiekcie raczkującego dopiero na ligowych torach Bartosza Smektałę. Moim zdaniem ogromna chęć odbicia się od dna tabeli u gospodarzy weźmie w niedzielę górę, ale goście osiągną wynik, który da im realne szanse na zdobycie punktu bonusowego.

Czy SPAR Falubaz znajdzie receptę na specyfikę tarnowskiego toru?
Nie. Zielonogórzanie powinni osiągnąć dużo lepszy rezultat niż w ubiegłorocznym meczu o III miejsce, w którym nie zdobyli nawet 30 punktów, jednak nie wystarczy to do zwycięstwa nad Jaskółkami. Wracający po kontuzji Grzegorz Walasek i Andreas Jonsson są dwiema niewiadomymi w zestawieniu gości. Poza tym niezbyt dobrze spisuje się formacja juniorska, choć w tym przypadku należy upatrywać szans Falubazu, choćby w biegu juniorskim przeciwko Ernestowi Kozie i Damianowi Dąbrowskiemu. U Tarnowian przed niedzielnym starciem pełna mobilizacja. Na drobny uraz narzeka Janusz Kołodziej, jednak nie powinno mu to przeszkadzać w walce na torze, który od poprzedniego sezonu jest niebywałym handicapem dla miejscowych. Jedyną niepokojącą kwestią pozostają prognozy pogody, które przewidują spore opady deszczu.

Czy GKM Grudziądz osiągnie we Wrocławiu lepszy wynik niż w Lesznie?
Tak. Wrocławski tor znają dobrze Mike Trzensiok i Tomasz Gollob. Kilka lat temu barw WTSu bronił także Daniel Jeleniewski. Beniaminek Ekstraligi punktów ze stolicy Dolnego Śląska nie wywiezie, ale rezultat lepszy niż 36 punktów jest jak najbardziej w jego zasięgu. Chyba że do akcji wkroczy nowa wrocławska nadzieja - Maksym Drabik i porozstawia po torze "żółto-niebieskich". W ekipie gospodarzy istny szpital. Na uraz odniesiony na rzeszowskich paryjach do niedawna narzekał jeszcze Michael Jepsen Jensen. Przy Hetmańskiej porozbijał się także Maciej Janowski, jednak jego występ nie jest zagrożony. Pytanie tylko, na ile sprawne będzie w niedzielę kolano Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów z 2011 roku. Reszta drużyny bez problemów zdrowotnych i z nadzieją na to, że będzie w stanie dać wiele radości niespełna 4-tysięcznej publiczności Stadionu Olimpijskiego.

Czy Dawid Lampart rzeczywiście "odpalił"?
Raczej tak. I potwierdzi to na toruńskiej Motoarenie. To chyba jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat. Człowiek, który tułał się między Rzeszowem, a Tarnowem (chwilowo znienawidzony przez kibiców z tego pierwszego miasta), ostatecznie ląduje w Lublinie, a tam też zdarza mu się cieniować. Ostatecznie wraca w rodzinne strony i ni stąd ni zowąd notuje fantastyczny początek rozgrywek. To nie przypadek, a być może początek przełomu w karierze wychowanka rzeszowskiego klubu.



GDYBY GŁUPOTA MOGŁA LATAĆ...

...to Patryk Dudek z powodzeniem rywalizowałby teraz z Kamilem Stochem. Naprawdę, nie jestem w stanie pojąć tego, jak można w trakcie zawieszenia pozwolić sobie na tak nieodpowiedzialne zachowanie i narazić się na przedłużenie kary. Takowe jednak pewnie nie nastąpi, gdyż nasza centrala nie będzie chciała jeszcze bardziej pognębiać zawodnika. Typowe dla naszego kraju. Głaszczemy kogoś, kto łamie przepisy, a potem dziwimy się, że w ramach "odwdzięczenia się" ordynarnie pluje on nam w mordę. Nie tędy droga, Panowie decydenci. Żeby wprowadzić w jakiejś dziedzinie porządek, trzeba czasem kogoś dla tego dobra poświęcić nie patrząc na jego dokonania, lecz na to, że jawnie zakpił sobie z obowiązującego go prawa.

Bartłomiej Przybyłek

Bartłomiej Przybyłek

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!