Siedzimy, nic się nie dzieje

trzeci wirazZ racji tego, że nadchodzi piątek, a co za tym idzie? Nowy odcinek naszego cyklu pt. „Trzeci wiraż”. Dziś o szkoleniu młodzieży, mistrzach świata, prezesach klubów i o zmianach na żużlowej mapie Polski. Serdecznie zapraszamy.

 

 

 

Na samym wejściu, pierwszą kwestią do poruszenia jest sytuacja klubów, które nie otrzymały lub otrzymają, licencję na starty w tegorocznym sezonie żużlowym. Cofnijmy się w czasie, kiedy na ekrany polskiej telewizji, wszedł film „Miś”. Każdy chyba pamięta scenę, kiedy to trener Jarząbek, wchodzi do pokoju Prezesa klubu KS Tęcza i przemawia do szafy. „Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam, Prezes naszego klubu. Niech żyje nam”. Wspaniała rola, nieodżałowanego jeszcze Ś.P. Jerzego Turka jest idealnym przykładem, że na obecną chwilę, każdy z trenerów, czy może i nawet zawodników, powinna wchodzić do pokoju ich przełożonego i cytować te słowa do szafy. Powód jest prosty, jak budowa cepa. Dogadajmy się, wystartujcie w lidze, a pieniądze? Jakoś tam nam wypłacicie. Za rok, za dwa, a może i w ogóle. Na początku stwórzmy wielkie zamieszanie, że nie dojdziemy do żadnego porozumienia obustronnego, a jak zaczną się wielkie afery, to jak najszybciej, podpiszmy ugodę i albo zobaczymy pieniążki albo po kolejnym sezonie, konto jak było puste, tak będzie puste. Padną słowa „Ale przecież ugoda jest, wszystkie spłaty zostały uregulowane”. Czy tak chcemy strzelać sobie samobóje? Prezesi powinni bardziej profesjonalnie podchodzić do zawodników. To są tacy sami ludzie, jak „wielcy Prezesi”. Żużlowcy nie są maszynami, które da się zaprogramować, wyłączyć, pozmieniać itp. Nie podpisujmy z nimi kontraktów, gdzie grunt nie jest pewny, a potem okaże się, że zabrnęliśmy w ślepą uliczkę, z której rozwiązaniem jest pukanie do drzwi innych klubów lub zawieszenie kevlaru na wieszaku i zakończenie bogatej kariery żużlowca albo tej, która mogłaby być, obsypana różami. Wydaje mi się, że niedługo kluby zostaną tak sprywatyzowane, jak 3/4 naszego kraju. Tego kraju, który walczył o niepodległość, o wolność słowa i cudowną historię.

 

Żużlowa mapa Polski, zmienia się tak samo, jak kilkaset lat temu nasz kraj. Ziemie, które należały do nas, nagle „odchodzą”. Tak samo jest z ośrodkami żużlowymi w Rzeczypospolitej. Tutaj chciałbym zwrócić szczególną uwagę na dwa ośrodki. Jeden z nich, zniknął w tym roku z naszej mapy, jednak drugi, być może (lecz nie daj Boże, aby się tak stało), aby podzielił los, pierwszego ośrodka. Mam tu na myśli Opole oraz Bydgoszcz. Dlaczego? Hmmm, niech pomyślę … (?) Obydwa te żużlowe miasta, wychowały dla naszej Matki Polki, Mistrzów Świata. Kolejarz Opole „wyhodował” Jerzego Szczakiela. Pierwszego Indywidualnego Mistrza Świata na żużlu z 1973 r. który pochodził z kraju znad Wisły. Drugim Mistrzem Świata, został wychowanek bydgoskiej Polonii, Tomasz Gollob. Był to rok 2010. Mówię tutaj o „hodowli” takich zawodników z tego względu, że przez upadki żużlowych miast, „ginie” nasza młodzież. Kiedyś nasza inteligencja, ginęła z rąk okupanta, jakim była III Rzesza. W tym roku, młodzież „odchodzi” przez nierozwagę „najmądrzejszych”. Przecież to właśnie młodzi, powinni stanowić o sile tego sportu, kraju. Te kwiatuszki, które jeszcze nie rozkwitły, bardzo szybko stają się nie potrzebne i lądują gdzieś na poboczu. Pomyślmy sobie, że część z nich, mogłaby stać się Mistrzem Świata, niczym Gollob, czy Szczakiel, ale przecież lepiej ich marzenia zamknąć w kufrach, zakopać w głębokim dole i pozostawić na pastwę losu. Nie tędy droga! Przez takie zagrania, niczego nie osiągniemy.

 

Miejmy nadzieję, że podniesiemy się z tego dołka, a takie ośrodki, jak Warszawa, Poznań, Opole, czy chociażby Częstochowa, szybko powrócą do nas i dalej będziemy mogli cieszyć się z ligowych zmagań. Pomimo małej ilości klubów w danej lidze, kibice będą zachwycać się rywalizacją na torze, a trybuny, zapełnią się całymi rodzinami. Od najmłodszego do najstarszego sympatyka żużla.

 

Dominik Pruchnicki

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!