Żużlowy celebrytyzm?

logo moim zdaniem

"(...) Odbieram fejm tylko za dobro, poklask chociaż to wpędza w potrzask... Celebryta, cele chwyta.". Ostatnio w żużlowym świecie zahuczało. Opublikowana w sieci sesja zdjęciowa, zapoczątkowała lawinę komentarzy. Nie będę się nad tym rozdrabniać, bo każdy kto widział już swoje wie. Ode mnie ogólnie kilka słów o tym czym jest owy celebrytyzm i czy wszedł również do żużlowego świata.

 

Celebryta. Według słownika to osoba, która często występuje w środkach masowego przekazu i (tu werble) wzbudza ich zainteresowanie. Mówiąc o celebrytach, najczęściej mamy na myśli aktorów, piosenkarzy czy dziennikarzy. Uwaga, teraz odrobina historii: termin ten stworzył Daniel Boorstin w 1961 roku. Boorstin uznał, że celebryta to osoba, która jest znana z tego, że jest znana. Krótko mówiąc: gwiazda, idol. Czy w XXI wieku celebrytyzm spotykamy również w sporcie? Nie mam co do tego wątpliwości. Sport obecnie stanowi część naszego życia. Oglądamy, kibicujemy, sami ćwiczymy- sport jest wszędzie. Nic dziwnego, że jeśli jesteśmy fanami danej drużyny czy zawodnika, interesuje nas wszystko co z nim związane ( czasem aż za dużo). Śledzimy więc na bieżąco co się wokół sprawy dzieje. Jeśli się dzieje to nie mamy oporów by jakoś na to zareagować, skomentować. Pytanie brzmi czy liczy się wynik i to jak zaprezentuje się dany zawodnik na torze, boisku czy parkiecie? Czy może wkroczyliśmy już w te czasy, gdy chodzi przede wszystkim o to by ludzie mówili. Dobrze czy źle? Nieważne. Byleby mówiąc, nie przekręcali nazwiska?

 

Myśląc nad tym jak to jest z byciem celebrytą w żużlu, dochodzę do wniosku, że wszystko sprowadza się do tego, że od kilunastu lat w sporcie mamy do czynienia z ogromnymi pieniędzmi. Zawodnik; żużlowiec stał się pewnego rodzaju produktem. Musi pozyskać sponsorów, by móc w ogóle brać udział w rozgrywkach, zawodach. Wszystko niestety kosztuje. Jak ich pozyskać? Odpowiedź powinna być prosta: dobrymi wynikami. Ostatnimi czasy jednak zauważam ( i to martwi), że zwycięstwa w przeróżnych zawodach nie wystarczają. Firma da pieniądze na kogoś, kto jest widoczny w tym świecie. Kto ma miliony odsłon na stronie, multum lajków i rzesze followersów. Żużlowcy więc prześcigają się w tym, kto okaże się królem popularności. Wymyślają coraz to różniejsze rzeczy. Czasem, jak to niedawno mieliśmy przykład, nietrafione.

 

Nie obraźcie się Panowie, bo nie chodzi mi tu o wysnuwanie jakichkolwiek zarzutów. Obecny świat właśnie tego od was wymaga. Większość rzeczy nie robicie jedynie dla rozgłosu, ale również i dla zabawy. Jesteście jednak osobami rozpoznawalnymi, sławnymi. Zastanówcie sie dwa razy zanim podejmiecie jakiś krok. Krok, który z pewnościa nie pozostanie niezauważony. Przemyślcie czy większość odbierze to tak jak wy, a może stanie po drugiej stronie barykady i będziecie musieli sie potem kajać albo znosić uszczypliwe uwagi na swoj temat. 

 

Kibice utożsamiają sie z danym zawodnikiem. To rodzi ogromną presję na sportowcu. Trzeba sobie z tym radzić. Fani obserwują każdy ruch i na potknięcia, jeszcze te na wlasne życzenie, naprawdę nie ma miejsca. Łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Można co prawda uodpornić się na krzywdzące komentarze, bo zawsze znajdą się osoby, które po prostu życzą źle. Jednak jeśli wylewa się fala krytyki, szczególnie tej kontruktywnej, warto zadać sobie pytanie czy to rzeczywiście jest potrzebne, bo gdzie w tym wszystkim tak naprawdę podziało się to, co najważniejsze; gdzie podział się żużel?

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!