Cisza (przed) wyborcza

naczelnyW tym roku w czerwcu odbędzie się sprawozdawczo-wyborcze Walne Zgromadzenie Polskiego Związku Motorowego, którego zadaniem będzie między innymi wybór na kolejną 4-letnią kadencję władz Związku oraz poszczególnych Komisji w tym także Głównej Komisji Sportu Żużlowego.

 

Wybory są jednym z podstawowych mechanizmów demokracji. Odbywają się poprzez glosowanie w następstwie którego spośród kandydatów wyłania się tego, który swoją osobą ale przede wszystkim deklarowanym w kampanii wyborczej programem gwarantuje wybierającym realizację przyjętego przez nich kierunku działania. Dlaczego przypominam zasady tego procesu?

 

Otóż dlatego, że wybory w polskim wykonaniu nijak się mają do tego co widzimy w innych krajach o ugruntowanej demokracji. Ścieranie się kandydatów i programów działania (czytaj: wyborczych) w PZM mają charakter czysto fasadowy. Dzieje się tak od lat. Prezes PZM Andrzej Witkowski piastuje swoją funkcję od 1989 roku czyli już 26 lat. Ster związku przejął od Romana Pijanowskiego, który złożył rezygnację po 33 latach urzędowania. Tak długie sprawowanie funkcji kierowniczych już dawno zostało opisane jako szkodliwe dla organizacji. Wiadomo też, że nie ma ludzi niezastąpionych. A jednak...

 

Pozycja lidera związkowego zarówno Romana Pijanowskiego jak również Andrzeja Witkowskiego była i jest tak silna, że na przestrzeni lat tylko sporadycznie pojawiał się poważny kontrkandydat w wyborach i tak przepadając zawsze w głosowaniu delegatów przedkładających status quo nad wzięcie odpowiedzialności za zmianę. Przypadłość ta ma jednak szerszy kontekst, bo PZM w naszej rzeczywistości wcale nie jest wyjątkiem. Wystarczy spojrzeć na niektóre inne związki sportowe czy chociażby administrację samorządową. Dlaczego tak się dzieje? To pytanie dla socjologów ale może nie jesteśmy skorzy do podejmowania ryzyka? A może jesteśmy narodem konformistów?

 

Polski Związek Motorowy to nie tylko żużel. Ba, odważę się nawet napisać, iż od zawsze prym w związku wiodą „samochodziarze” i to oni mają najwięcej do powiedzenia mimo, że gros splendoru dostarcza związkowi… czarny sport. Kiedy w 2007 roku powoływano GKSŻ z obecnym jej przewodniczącym ogłoszono w polskim żużlu nowe otwarcie. Miało być przede wszystkim inne, nowoczesne zarządzanie, dostosowane do nowych wyzwań i czasów mające na celu wielopłaszczyznowy rozkwit żużla. Takie plany przy zaskakującym i niespotykanym dotąd wsparciu niektórych mediów tworzyły wyjątkowo korzystną atmosferę sprzyjającą ich realizacji. Nic tylko zmieniać, działać i naprawiać! Naprawianie polskiego żużla to slogan, który zagościł w mediach na długi czas. Przyznaję, że od początku sceptycznie spoglądałem na te deklaracje, bo… trudno przekonać mnie samymi słowami. Czekałem na konkrety i opisywałem patologie. Kryzys organizacyjny w jakim znalazł się obecnie polski żużel to efekt działań lub ich braku żużlowych władz. Po upływie dwóch kadencji Głównej Komisji Sportu Żużlowego początkowe założenia i plany legły w gruzach. Nie ma trwałych efektów naprawczych a tylko bieżące zarządzanie żużlowym kryzysem. Widać to już gołym okiem i nie trzeba się specjalnie wysilać, aby tej tezy dowodzić. Dlaczego tak się stało będzie jeszcze okazja napisać. Kończąc można ironicznie skonkludować, iż była wielkich zmian wizja a pozostała jedynie… telewizja.

 

Ciekawi mnie czy delegaci na zjazd PZM też już to zauważyli?

 

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!