Chwiejne sytuacje klubowe

inne kolo

Celem każdego klubu przed sezonem jest wygrywanie meczy, walka o medale i zakończenie sezonu z jak najlepszym rezultatem finansowym. Żużel niesie ze sobą różne, całkiem niespodziewane scenariusze. Kiedy sezon kończy się z tymi trzema celami pojawia się radość, a gdy klub boryka się z poważnymi kłopotami uśmiech szybko zamienia się w smutek i bezradność. Gdybyście mogli wybrać z czego wolelibyście czerpać dumę? Z wygrywania meczy, walki o medale czy z zapełnionej kasy klubowej?

 

Kibic zasadniczo nie myśli o tym ostatnim. Uważam, że skompletowanie składu nie jest ciężkim zadaniem, trudna jest za to umiejętność zarządzania  pieniędzmi i świadomość ile można ich wydać. Nie każdy umie się z nimi obchodzić i przeznaczyć je tylko na klub, pensje zawodników, stadion i atrakcje dla kibiców. Zbyt dużo w dzisiejszym świecie osób patrzy tylko na siebie. Przecież bez odpowiedniego rezultatu finansowego nie będzie walki o medale. Znakomicie znamy ten temat z roku 2014. Do czego doprowadził tak utytułowany klub jak Włókniarz Częstochowa? Śmiem twierdzić, że niczego tam nie brakowało i zapowiadało się bardzo obiecująco.  Działacze tworząc tak mocny skład stawiali się nawet w roli kandydatów do medali. Grigorij Łaguta i Peter Kildemand to błyszczące nazwiska w świecie żużla. Nikt nie spodziewał się przed sezonem, że klub z Częstochowy w 2015 roku będzie startował od samego początku, od II ligi. Na samym starcie sezonu Włókniarz borykał się z dużymi problemami, kontuzji nabawił się Michael Jepsen Jensen i „Grisza”, za którego stosowana była „ZZ-tka”. Stało się nagle tak, że zaczęto jeździć składem oszczędnościowym. Zawodnicy dowiadywali się, że nie jadą w następnym meczu, bo nie ma dla nich pieniędzy. Grigorij Łaguta odmówił startu tuż przed meczem z Gorzowem, który był realnie do wygrania. Częstochowa zakończyła swój sezon na 7 miejscu w tabeli, ale z powodu niespłaconych ciągle długów wystąpi jako Stowarzyszenie CKM Włókniarz w 2 lidze. Kiedy przypominam sobie te tłumy wspierających i wierzących ludzi na stadionie przy ulicy Olsztyńskiej w Częstochowie robi mi się bardzo przykro. To miasto, stadion i kibice nie zasłużyli na to co ich spotkało.  Ciężko znaleźć powód takiej upadłości klubu. Uważam, że ktoś nie miał świadomości ile można pieniędzy wyłożyć na zawodników, zapominając, że już w 2013 roku Częstochowa miewała problemy z Emilem Sajfutdinowem.  Chciałabym aby ktoś spróbował reanimować potencjał żużla w tym mieście. Zbyt mało ludzi chce ratować żużel, potrzeba osób, które mają w sercu ten sport i którym będzie szczerze zależało na rozwijaniu klubów. Bez tego ani rusz.

 

A co się stało z Renault Zdunek Wybrzeżem Gdańsk? Klub bardzo znany z małej stabilności rozgrywkowej. Błądził ciągle między Ekstraligą a 1 ligą. Między awansem a spadkiem.  Po wygraniu 1 ligi Gdańszczanie przekonywali,  że tym razem zagoszczą w ENEA Ekstralidze na dłużej , dając kibicom dużą nadzieję.O zadłużeniu klubu mówiono już na początku sezonu, kiedy zakontraktowano dla wzmocnienia tylko Leona Madsena i Fredrika Lindgrena. Atmosfery w klubie nie można było pozazdrościć. W połowie sezonu odszedł prezes Robert Terlecki i trener Stanisław Chomski. Efektem było wprowadzenie składu oszczędnościowego. Może to idealnie pokazać wynik meczu Unibax Toruń kontra okrojone Wybrzeże Gdańsk – 74:16.  Zadłużenie tego klubu kumulowało się już wiele lat. Problem w tym, że nic z tym nie robiono, nikomu przez parę lat nie zależało na stabilizacji żużla w Gdańsku. Co z tego, że kibice czują radość z awansu jak za chwile smucą się upadkiem? Powodem było złe zarządzanie pieniędzmi klubu, brak sponsorów, wycofanie się grupy Lotos ze sponsoringu, niższe wpływy miasta.  Jak miało się to skończyć skoro z roku na rok długów przybywało, a pieniędzy i pomocy było coraz mniej? Powinno to działać zupełnie odwrotnie.

 

Są na szczęście w polskim żużlu takie miasta jak: Leszno, Gorzów, Zielona Góra, Toruń, które zagwarantowały sobie stabilność. To miejsca w których możemy chwalić się żużlem. Wyróżniają się działaczami, którym zależy na żużlu. Posiadają równowagę finansową, tworząc z roku na rok silniejsze drużyny. Utrzymują się w ENEA Ekstralidze i są czołówką walki o medale. Kiedy następuje niedziela meczu żużlowego, całe miasto tym żyje. Wspaniale się chodzi na piękne, ulepszane stadiony, widząc tłumy ludzi z barwami swojego klubu. Kibice tworzą klimat i niesamowitą atmosferę, tym samym są uczestnikami emocjonującej walki na torze. Myślę, że działacze tych klubów mają czym się chwalić, bo na razie robią świetną robotę.  Ta stabilność, którą tworzą ludzie rządzący  pomaga w zaufaniu i utożsamianiu się z klubem. PGE Stal Rzeszów zagwarantowała sobie awans do Ekstraligi. Była to drużyna bardzo odstająca od innych w 1 lidze, zdecydowanie byli faworytami w każdym meczu. Miał nastąpić wielki powrót, lecz ten klub też nie uniknął kłopotów. Sponsor tytularny , czyli Pani Marta Półtorak zapowiedziała, że przestaje sponsorować żużel w Rzeszowie. Zaczęła się panika i brak funduszy na prowadzenie sensownej drużyny w ENEA Ekstralidze. Mówiono do ostatniej chwili , że Rzeszów nie wystartuje w najwyższych rozgrywkach.  Patrząc dzisiaj wygląda na to, że podnieśli się z dołka i zakontraktowali takich zawodników jak Greg Hancock i Peter Kildemand. Nazwiska, które szczerze mówiąc mnie zaskakują wspominając to, że klub ten wahał się czy wystarczy im pieniędzy na jakiekolwiek wystartowanie w Ekstralidze.  Mam pewne obawy co do działaczy tego klubu. Czy świadomie zakontraktowali Mistrza Świata i czołowego światowego żużlowca? Czy nie będą później tego żałować ? Oby nie, bo naprawdę skład na papierze wygląda bardzo optymistycznie. Został mi tylko GKM Grudziądz, który praktycznie sam zgłosił się do rozgrywek Ekstraligi, bardzo dawno tam nie uczęszczając. Dostają sporą szansę, którą powinni świetnie wykorzystać. Wydaje mi się , że mogą być nawet czarnym koniem tego roku. Działacze stworzyli nie tyle silny, co bardzo ciekawy, waleczny skład. Sprowadzili Krzysztofa Buczkowskiego, a to idealny ruch do zdobycia tysięcy kibiców. Plusem dla klubów co roku też jest Tomasz Gollob, który przyciąga ludzi jak magnes. Taki to już człowiek-legenda światowego speedwaya. Ciężko wejść w najwyższą ligę na świecie kiedy tak długo tkwiło się w 1 lidze. Mogą zakończyć ten sezon z długami, bo zbyt trudno będzie ich uniknąć, ale w Grudziądzu są ludzie, którzy kochają żużel i oddadzą mu wszystko co mogą. Wierze we wszystkie te kluby. W każdą polską rozgrywkę. Chciałabym żeby Gdańsk i Częstochowa podnosili się szybko z dołu i trafili na odpowiednie osoby, Rzeszowowi i Grudziądzowi życzę unikania najgorszych kłopotów a Leszno, Toruń, Zielona Góra i Gorzów niech angażują się tak jak teraz i działacze będą z nimi na dobre i na złe.

 

Angelika Topolska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!