Jaki "dream team"?

speedway infoSkłady drużyn na sezon 2015 są już prawie skompletowane i zamknięte. Kilka zespołów się wzmocniło, inne się odmłodziły, a niektóre wręcz przeciwne, postawiły na długoletnie doświadczenie. Tylko jedna drużyna do kolejnych rozgrywek przystąpi w niezmienionym składzie z poprzedniego sezonu.


Przedsezonowe okienko transferowe zostało otwarte 19 grudnia – dość późno, porównując z rokiem poprzednim. Już przed rozpoczęciem „ogórkowego sezonu” wiele spekulowano o transferach, a część z tych domysłów i plotek odnalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Podpisano wiele listów intencyjnych, jednak jak pokazała rzeczywistość, dopóki nie ma podpisu pod ostatecznym dokumentem mówiącym o przynależności klubowej to wszystko może się zdarzyć. List intencyjny, jak sama nazwa wskazuje, jest tylko intencją. Nie ostateczną decyzją. Przykładów podawać nie trzeba, bo każdy obserwator transferowego rynku wie o jakich osobach mowa. Kluby budując składy na zbliżające się rozgrywki kierowały się przede wszystkim aspiracjami, których nie udało się spełnić w 2014 roku jak również bardzo ważnymi, jak nie najważniejszymi finansami. Ekipy z dnia na dzień prezentowały się coraz okazalej. Zawodnicy przypisywani do klubów stawali się transferowymi hitami lub pomyłkami mimo, iż do oficjalnego zakontraktowania jeszcze wówczas nie doszło. Rozemocjonowani kibice, analizujący możliwości zawodników pozyskanych przez kluby, zaczęli już przyporządkowywać miejsca w ligowych tabelach, rozdawać medale i wskazywać zespoły, które będą walczyć o utrzymanie w lidze. W tym miejscu, jak co roku, pojawiło się lubiane i nierozerwalnie połączone z okresem transferowym określenie „dream team”. Kluby ze znakomitymi zawodnikami, kierując się statystykami i indywidualnymi osiągnięciami z sezonu 2014, otrzymują miano „dream teamów”. Dlaczego owe określenie jest w ogóle stosowane i w jakim celu? Wydawać by się mogło, że jest to naturalne, że zespoły z najlepszymi składami na papierze będą mogły nazwać się „teamem marzeń”, jednak nigdy sami zainteresowani nie używają względem siebie takich określeń. Dlaczego? Tak naprawdę prawie każdy kibic chciałby aby „jego” klub reprezentowało kilka gwiazd, zawodników z najwyższej półki. Faworyt spotkania byłby przeważnie ten sam, a nawet gorycz porażki nie byłaby tak bardzo gorzka. Jednak jak wiemy sport, a szczególnie sport żużlowy, pisze różne i nieprzewidywalne scenariusze. Znakomite nazwiska zamieszczone na meczowej rozpisce nie zdobywają punktów. To zawodnik jest od zdobywania punktów. Wiele zależy właśnie od niego z jakim indywidualnym rezultatem zakończy zawody i ile punktów dorzuci do puli drużyny. Jednak w żużlu istotną rolę odgrywa też sprzęt, który musi być idealnie dopasowany do panujących warunków, a to już odmienna para kaloszy. W sporcie żużlowym nie można być pewnym niczego. Znakomici zawodnicy z „dream teamu” mogą mieć gorszy dzień, tydzień, miesiąc, a nawet cały sezon. Dyspozycja zeszłoroczna może prysnąć jak bańka mydlana. Nie można zapomnieć o zdrowi i szczęściu. Ile bowiem było już sytuacji kiedy przedsezonowi pewniacy do medalu kończyli rywalizację po rundzie zasadniczej? Wielokrotnie plagi kontuzji niszczyły wizje o miejscu na podium. Chociażby sezon 2014 pokazał jak „niszczycielską” moc ma pech i brak pełnej sprawności fizycznej.


Skoro tak wiele czynników wpływa na sukces drużyny i zapewne większość kibiców żużla zdaje sobie z tego sprawę, to w jakim celu stosuje się określenie „dream team”? Można odnieść wrażenie, że najczęściej owe określenie nadają kibice drużyn przeciwnych. Jaki jest cel nadawania miana „drużyny marzeń” przeciwnikowi? Wyróżniłam dwa aspekty:
1.    Jeśli zespół zwany „drużyną marzeń” bez żadnych problemów zwycięży z przeciwnikiem o rzekomo słabszym składzie, to najczęstszym argumentem uzasadniającym porażkę będzie stwierdzenie: Z „dream team” nikt nie wygrywa. Na tym skończą się komentarze  na temat przegranej i po spokojnej analizie i wyciągnięciu wniosków „słabsza” drużyna będzie kontynuował rozgrywki tak, jakby nic się nie wydarzyło. Przegrana z „dream teamem” to żadna ujma. Prawda?
2.    W sytuacji kiedy „dream team” nie spisuje się tak jak narzuca nadane mu miano, to wytwarza się idealna okazja do tego, aby zacząć krytykować zespół. Prosty przykład: Jak mogli to przegrać z takim składem? Kibice speedwaya są świadomi jak wiele aspektów wpływa na sukces drużyny, jednak w owym momencie „najlepszym” komentarzem będzie tzw. szyderstwo.

Używanie sformułowania „dream team” narzuca dodatkową presję na klub i zawodników. Mimo, iż owe „komplementy” są odpierane to jednak w świadomości pozostają i dają do zrozumienia, że wobec klubu i zawodników są konkretne oczekiwania, które nie zawsze można spełnić. Stosowanie tego określenia napędza pewną machinę, jednak jej działanie nie koniecznie wywołuje pozytywne reakcje. Kibice nakręcają siebie wzajemnie. Na zawodników nakładana jest dodatkowa presja w postaci konkretnych wymagań, a los, forma i szczęście i tak pokierują wszystkie zespoły swoimi ścieżkami. Jaki jest więc sens nazywania drużyny X czy Y „dream teamem”? Śmiem twierdzić, że nie ma w tym żadnego sensu bo żużel to jest sport, w którym trzeba twardo stąpać po ziemi, a nie opierać się na marzeniach.

źródło. inf. własna

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!