Żużlowa etyka

osiolWiększość ludzi zapytanych o to, czego nie znoszą u innych odpowiada: "hipokryzji". Co należy rozumieć pod tym słowem? Hipokryzja, według Słownika Języka Polskiego, to inaczej dwulicowość, obłuda, nieszczerość. Czemu zatem nie nazywamy hipokrytami sportowców, którzy mówią jedno a robią drugie? Bo w tym przypadku jest to biznes.

Nie od dziś w sporcie mamy do czynienia z "delikatną" rozbieżnością między mową a czynem. I to nie tylko na żużlu. Z wiadomych powodów skupię się jednak na naszej dyscpylinie. Tym bardziej, że w ostatnich tygodniach nie brakowało sytuacji, które idealnie wpasowują się w ten temat. A to wszystko z powodu okienka transferowego.

Tzw. "okres ogórkowy" sprzyja deklaracjom, które nie mają pokrycia. Trochę jak przed wyborami, choć w sporcie obietnice można znacznie łatwiej zweryfikować. Pisaliśmy ostatnio o Leonie Madsenie, który mówiąc kolokwialnie "wystrychnął na dudka" działaczy GKM-u Grudziądz. Problem w tym, że podczas tej jesieni, nie był to odosobniony wypadek.

Nieco wcześniej taki sam numer wykręcił Unii Tarnów Artiom Łaguta. Rosjanin po długich rozmowach rzekomo doszedł do porozumienia z "Jaskółkami" (a przynajmniej tak się wydawało tarnowianom) po czym nieoczekiwanie znalazł się w Grudziądzu. Sprawa powtórzyła się ponad tydzień później, ale już z Madsenem, który podpisał kontrakt w Małopolsce. Sytuacja identyczna, nawet kluby te same.

Warto jednak podkreślić, że nie tylko Łaguta i Madsen zachowali się sprzecznie z zapowiedziami. Jedne z najgłośniejszych transferów w ostatnich sezonów (a na pewno najbardziej kontrowersyjne) to przejście Tomasza Golloba i Grigorija Łaguty do Torunia. Polak co prawda już się rozstał z "Aniołami", jednak gdy dwa lata temu ogłoszono, że pojedzie w barwach Unibaxu, od razu przypomniano mu jego własne słowa. Zapewniał on bowiem, że nigdy nie będzie punktował dla największego rywala jego rodzinnego klubu. "Grisza" to już przykład z tego roku. Gdy po ogłoszeniu jego kontrkatu z Toruniem mówił, iż zawsze chciał jeździć w tym mieście, dotknięci częstochowscy kibice pytali się go, dlaczego tak żywo skandował z nimi znane przy Olsztyńskiej hasło.

We wszystkich tych przypadkach motorem były zapewne pieniądze. Bo jak głosi stare powiedzenie: "Jak nie wiadomo, o co chodzi...". Niesmak jednak w takich momentach jest spory, a i wydawać by się mogło, że taki sportowiec traci wówczas na wizerunku. Ale jak widać, dla niektórych zawodników wizerunek nie jest najważniejszy. Business is business - proste.

Anna Dudek

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!