Gdzie jest granica?

IMG 5627

Istnieje takie pojęcie jak wolność słowa. Mamy prawo wyrażać swoje opinie na dany temat. Zgadzać się z kimś lub nie. Mamy prawo do swojego zdania, a nasze poglądy nie muszą być takie jak wszystkich wokół. Jednak czy zawsze o tym pamiętamy? Czy zawsze pamiętamy o tym, aby swoją opinię opierać na konkretnych argumentach? Czy pamiętamy o tym, że każdemu należy się szacunek? Czy pamiętamy o tym, że wszystko ma swoje granice? 


Często swoje opinie wyrażamy byle jak. Bez zastanowienia i podania konkretnych argumentów dlaczego uważamy tak, a nie inaczej. Odnoszę wrażenie, że coraz mniej osób ma tak naprawdę swoje zdanie. Tak być może jest wygodniej. Nie trzeba się wysilać i zastanawiać nad argumentami. „Uważam tak jak ona/on" i umywam rączki,  albo inaczej – mimo, że nie chciałbym być jednym z wielu,  to wygodniej jest mi przyjąć to, co robią inni. Widocznie tak jest dobrze? W grupie jest łatwiej. Odpowiedzialność zbiorowa?  Tak to się nazywa? Pokrzyczę,  powyzywam – większość wokół tak się zachowuje to i ja mam przyzwolenie. W tłumie nikt nie będzie pamiętać czy byłem jednym z wielu czy nie. A może łatwiej i bezpieczniej jest zachowywać się jak inni? Jak to się mówi „W kupie siła”. A w razie czego to mogę powołać się na pozostałych – „A oni też tak robili” – jak w przedszkolu. Odpowiedzialność za wypowiedziane słowa wówczas nie istnieje. Ale zaraz, zaraz. Przecież mogę mieć swoje zdanie. Ale po co?


Argument – cóż to jest takiego. Jak „mówi” nam słownik języka polskiego jest to - fakt lub twierdzenie przytaczane dla uzasadnienia lub obalenia jakichś tez lub decyzji. Zastanawialiście się kiedyś, czy wszystko to, o czym mówicie jest oparte na argumentach? Jeśli tak to świetnie. Gratuluję. Jednak jeśli mówisz często to, co ślina na język ci przyniesie, to może warto czasami ugryźć się w język i przeanalizować myśl zanim otwory się usta. Może warto dwa razy zastanowić się nad tym, czym chcesz się podzielić że słuchaczami? Powiedzieć można tak naprawdę wszystko,  jednak jeśli ktoś cię zapyta dlaczego tak uważasz, to oby Twoja odpowiedź nie brzmiała „Bo tak". Myśl o czym/kim oraz co mówisz. To nie boli.


Łatwo jest komuś w nerwach i złości „nawrzucać”. Wylać swoje negatywne emocje. Zmieszać z błotem. A gdy już ucichnie zawsze można wytłumaczyć się tym, że „Byłem zdenerwowany”. Co to jednak jest za wytłumaczenie? Myślę,  że sytuacja,  która wprowadziła z równowagi autora obelg, nigdy nie jest komfortowa dla odbiorcy. W sporcie każdy okazuje złość inaczej. Jeden rzuca kaskami, drugi bije mechanika, a trzeci zaszywa się w ciszy i analizuje co jest nie tak jak powinno. Nikt nie wychodzi naprzeciw kibiców i nie obrzuca ich wyzwiskami, że zamiast wspierać to ciągną w dół. Ktoś może powiedzieć, że negatywne reakcje kibiców wywołają u zawodnika sportową złość. Może i tak, o ile zawodnikowi uda się wyjść spod sterty błota i później będzie miał jeszcze siły do tego, aby zakasać rękawy i walczyć. Krąży po świecie powiedzenie – klient płaci to ma prawo wymagać. Owszem. Po części się z tym zgadzam,  jednak wypadałoby swoje zażalenia przekazać w kulturalny sposób, a przede wszystkim nikomu nie ubliżając. Po ostatnim weekendzie przeglądając wpisy na różnych portalach społecznościowych, natrafiałam na wypowiedź w stylu – jeśli ktoś decyduje się zawodowo uprawiać sport i być osobą publiczną, to musi mieć mocną psychikę i być przygotowanym na przyjmowanie obelg. Ja się pytam z jakiej okazji? Należy rozróżnić krytykę od hejtu i wylewania pomyj bez logicznych argumentów. Warto pamiętać, że wszystko ma swoje granice,  które tak naprawdę bardzo łatwo przekroczyć. Szczególnie w sporcie, którego losów nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Bądźmy kibicami czerpiącymi radość z dyscypliny, jak również wczujmy się w to, co czują zawodnicy i wówczas spróbujmy nakreślić swoje zdanie – przemyślane zdanie.

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!